Fot. Wikipedia
Fot. Wikipedia

Białoruś: opozycja obroniła Kuropaty


Firma Biełrekonstrukcja, która miała budować centrum biznesowo-handlowe na terenie uroczyska w Kuropatach zrezygnowała z inwestycji i wycofała maszyny budowlane oraz kontenery mieszkalne. Protestujący nie opuszczą jednak niedoszłego placu budowy, dopóki urzędnicy nie wydadzą oficjalnego zakazu budowy.

Jak podały media białoruskie, szef firmy Biełrekonstrukcja w rozmowie z mediami poinformował, że kupując działkę , nie miał pojęcia o tym, że znajdowała się ona w strefie chronionej i że „może to spowodować jakieś problemy”.

Opozycjoniści i wolontariusze, którzy bronili Kuropat, mają zamiar pozostać na miejscu budowy do momentu, w którym mińscy urzędnicy miejscy kiedy wydadzą oficjalną decyzję administracyjną o zakazie kontynuowania budowy, na którą pozwolenie – zdaniem protestujących – wydano niezgodnie z prawem.

Deweloper nie wiedział, a urzędnicy?

Aktywiści broniący uroczyska w Kuropatach, Zmitser Daszkiewicz i bloger Anton Motolko, wypowiadając się na stronach portalu Euroradio.fm stwierdzili, że decyzję o wstrzymaniu budowy podjęto w reakcji na przykucie się protestujących kajdankami do ciężarówki.

– Teren został zakupiony na przetargu, uzyskano wszystkie podpisy – mówi Motolko. – Według przepisów, mieli prawo się tam budować. Więc pytanie o to, jak mogło dojść do takiej sytuacji, należy zadać Miejskiemu Komitetowi Wykonawczemu w Mińsku.

Jak podkreślił Motolko, deweloper nie zdawał sobie sprawy z tego, że to jest strefa, która może budzić wątpliwości co do legalności budowy. Natomiast decyzja o wstrzymaniu budowy nie pojawiła się z inicjatywy urzędników, ale z inicjatywy dewelopera.

– Zobaczyliśmy dobry przykład tego, że biznes może liczyć się z ludźmi – dodaje aktywista. – Możemy podziękować protestującym, w tym Dmitrijowi Daszkiewiczowi oraz deweloperowi, dzięki którym znowu wrócił temat represji stalinowskich i represji w ogóle. Deweloper opuścił plac budowy, ale teraz trzeba zająć się obowiązującym prawem i urzędnikami. Nie możemy dopuścić do następnych prób zabudowy w Kuropatach i musimy zrozumieć, dlaczego zmniejszono strefę ochronną.

Sprawa dla prokuratora

Jak poinformował portal Charter97.org, polityk białoruskiej opozycyjnej partii Chrześcijańsko-Konserwatywnej, Zenon Poźniak, stwierdził, że to znak czasów, iż ochroną pamiątek historycznych zajęli się młodzi wolontariusze, zdolni do „zdecydowanych, twardych, a nawet brutalnych działań”.

Polityk nie ma wątpliwości, że w przypadku wydania pozwolenia na zabudowę na terenie uroczyska w Kuropatch złamano prawo.

– Przetarg na sprzedaż terenu miał miejsce w 2013 roku – oświadczył Poźniak – a teren został wyłączony ze strefy ochronnej w 2014 roku.

To oznacza, zdaniem polityka, że przetarg był nielegalny. Poźniak uważa, że to jest temat dla prokuratora: „dlaczego dla przeprowadzenia jakiejś podejrzanej budowy planuje się to w strefie ochronnej w Kuropatach bez zgody Ministerstwa Kultury, a następnie część (pod plac budowy) zostaje wyłączona ze strefy ochronnej?”.

Przypomnijmy, że kilkupiętrowe centrum biurowe ma powstać kilkadziesiąt metrów od miejsca kaźni polskich oficerów, a także cywilnej ludności Mińszczyzny oraz Polaków (którzy byli ofiarami tzw. „operacji polskiej” NKWD), Białorusinów i Żydów.

Kuropaty to uroczysko na skraju Mińska na Białorusi, w którym odkryte zostały masowe groby ludzi rozstrzelanych przez NKWD w latach 1937–1941. Liczba ofiar nie jest dokładnie znana i może wynosić od 30 tysięcy (według Hienadzia Tarnauskiego, prokuratora generalnego Białoruskiej SRR) do ponad 250 tys. osób – według brytyjskiego historyka, Normana Davisa.