Boże mój, czemuś mnie opuścił?


Czy Jezus na krzyżu czuł gorycz opuszczenia? Wydał go przyjaciel – dla pieniędzy. Najbliżsi mu apostołowie zwyczajnie pouciekali. Najodważniejszy, Piotr, który zapewniał, że odda swoje życie w Jego obronie, zdążył przed świtem trzykrotnie wyprzeć się znajomości z Jezusem.

Tłum, który jeszcze kilka dni wcześniej witał Go okrzykami: Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim! teraz, na pytanie Piłata czy nie chcą uwolnienia Jezusa, krzyczał: Strać tego, a wypuść nam Barabasza!

Rzymski namiestnik Piłat, chociaż, jak czytamy, nie znalazł winy w Jezusie, zgodził się. Skoro żydowscy przywódcy religijni twierdzili, że Jezus może podburzać lud, to dla przedstawiciela Rzymu utrzymanie spokoju i porządku w mieście wypełnionym przez ponad dwa miliony pielgrzymów było priorytetem. Najwyższy sąd żydowski – Sanhedryn nie miał prawa wydawania wyroków śmierci; on tylko przekazał Jezusa Piłatowi. A Piłat, choć niby dystansował się od zdania Sanhedrynu, chociaż w pustym geście „umywał ręce”, w końcu skazał Jezusa na karę przeznaczoną dla buntowników. Na karę krzyża.

Kara ukrzyżowania nie była wynalazkiem rzymskim. Stosowano ją już kilka wieków wcześniej w Persji. Jednak w rozległym państwie, które co i rusz musiało radzić sobie z jakimiś buntami, kara krzyża stała się ważnym instrumentem władzy. Skazywano na nią przede wszystkim tych, którzy ośmielili się rzymskiej władzy przeciwstawić. W 71 roku p.n.e., kiedy Marek Krassus stłumił powstanie Spartakusa, kazał ukrzyżować 6000 jeńców, stawiając krzyże wzdłuż Via Appia, głównego traktu wiodącego do Rzymu.

Dlaczego akurat ta kara przeznaczona była dla buntowników? Odpowiedź jest prosta – ze względu na szczególne jej okrucieństwo.

Może nie ma co tu wchodzić w szczegóły. Kto widział film Mela Gibsona „Pasja”, gdzie z wielką dokładnością pokazano i ukrzyżowanie, i poprzedzające je tortury – ten wie. Ale czy naprawdę wie? Czy jeśli obejrzy się coś w kinie czy w telewizji, siedząc w wygodnym fotelu, wiedząc, że to przecież tylko inscenizacja, ma się rzeczywiste wyobrażenie o cierpieniu?

Skazaniec na krzyżu umierał w okropnych męczarniach przez kilka-kilkanaście godzin, czasem nawet przez kilka dni.

Na taką karę wydał Jezusa Sanhedryn i skazał Go Piłat.

Ewangeliści zapisali siedem zdań Jezusa, które wypowiedział w tych strasznych chwilach. Jednym z nich było dramatyczne pytanie:

Eloi, Eloi, lama sabachtani? Co się wykłada: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?

Apostoł Paweł pisał wiele lat później do Koryntian, że Bóg tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił. Czym jest grzech? Potocznie – jakimś złym uczynkiem. Ale w Biblii najczęściej używane słowa oznaczające „grzech”, czyli greckie „hamartia” i hebrajskie „chata” oznaczają dosłownie: „minięcie celu”. Ludzie nie robią tego co dobre, chybiają wyznaczony cel, zbaczają z drogi i lądują w tym, co złe. Grzech to tym samym oddzielenie od Boga.

Zgodnie z nakazem zapisanym w Księdze Kapłańskiej raz do roku arcykapłan wchodził do Miejsca Najświętszego z ofiarą przebłagalną z grzechy swoje i całego Izraela, skrapiając krwią cielca wieko Skrzyni Przymierza. I kiedy Jezus mówił uczniom w czasie Ostatniej Wieczerzy: to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów, to właśnie Jego ofiara miała zastąpić tamte ofiary – raz na zawsze. Jak podkreślił później autor Listu do Hebrajczyków:

I nie dlatego, żeby wielekroć ofiarować samego siebie, podobnie jak arcykapłan wchodzi do świątyni co roku z cudzą krwią, gdyż w takim razie musiałby cierpieć wiele razy od początku świata; ale obecnie objawił się On jeden raz u schyłku wieków dla zgładzenia grzechu przez ofiarowanie samego siebie.

* * *

Słowa Jezusa na krzyżu kierują nas jeszcze w innym kierunku. Dokładnie tego samego zwrotu użył dziesięć wieków wcześniej Dawid w Psalmie 22. Przytoczmy go w kilku fragmentach:

Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił…? Czemuś tak daleki od wybawienia mego, od słów krzyku mojego? (…) Wszyscy, którzy mnie widzą, szydzą ze mnie, Wykrzywiają wargi, potrząsają głową: Zaufał Panu, niechże go ratuje! Niech go wybawi, skoro go miłuje!… (…) Rozlałem się jak woda i rozłączyły się wszystkie kości moje. Serce moje stało się jak wosk, Roztopiło się we wnętrzu moim. Siła moja wyschła jak skorupa, A język mój przylgnął do podniebienia mego i położyłeś mnie w prochu śmierci. Oto psy otoczyły mnie, Osaczyła mnie gromada złośników, Przebodli ręce i nogi moje. Mogę policzyć wszystkie kości moje… Oni przyglądają się, sycą się mym widokiem. Między siebie dzielą szaty moje i o suknię moją los rzucają.

Przyjrzyjmy się dokładniej tym zdaniom. Czy nie widzimy tu dokładnie historii Ukrzyżowania?

Drwin żołnierzy i gapiów?

A lud stał i przyglądał się. Przełożeni zaś naśmiewali się, mówiąc: Innych ratował, niechże ratuje samego siebie, jeżeli jest Chrystusem Bożym, tym wybranym. Szydzili z niego także i żołnierze, podchodząc doń i podając mu ocet, i mówiąc: Jeżeli Ty jesteś królem żydowskim, ratuj samego siebie (Ewangelia Łukasza).

Przebicia rąk i nóg podczas przybijania do krzyża?

Cierpienia Jezusa?

A nawet takich szczegółów, że – jak czytamy w Ewangelii Jana:

A gdy żołnierze ukrzyżowali Jezusa, wzięli szaty jego i podzielili na cztery części, każdemu żołnierzowi część, i zwierzchnią suknię. A ta suknia nie była szyta, ale od góry cała tkana. Tedy rzekli jedni do drugich: Nie krajmy jej, rzućmy losy o nią, czyja ma być.

To, co zapisał Dawid w swojej poetyckiej skardze do Boga, wypełniło się jako proroctwo tysiąc lat później.

* * *

Ewangelista Marek podaje, że Jezusa ukrzyżowano o godzinie trzeciej, a śmierć nastąpiła o dziewiątej. Agonia trwała zatem sześć godzin.

Te ostatnie chwile tak opisuje ewangelista Łukasz:

Ciemność zaległa całą ziemię aż do godziny dziewiątej, gdy zaćmiło się słońce; i rozdarła się zasłona świątyni na dwoje. A Jezus, zawoławszy wielkim głosem, rzekł: Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego. I powiedziawszy to, skonał.

Wśród zdarzeń, które w tym czasie miały miejsce, często nie zwracamy należnej uwagi na rozdartą zasłonę w Świątyni. Przesłaniała ona dostęp do Miejsca Najświętszego. Teraz, w chwili śmierci Jezusa, zasłona została przedarta. To niezwykły symbol, który tego dnia nie został chyba przez nikogo odczytany.