visa

Czy dla świata jesteśmy Mongołami?


Internet obiegł fake news, że prezydent USA Donald Trump zniósł wizy wjazdowe dla obywateli Mongolii. Koniec końców informacja okazała się nieprawdziwa, ale zdążył się na nią nabrać pewien znany dziennikarz, dużej stacji telewizyjnej. Uczciwie przyznamy, że w naszym portalu też kwestia podniesionych szlabanów dla potomków Czyngis Chana wywołała małe zamieszanie. Ale ponieważ jesteśmy skromnym medium to zwyczajowo sprawdzamy informacje, brnięcie w wymysły dowcipasów internetowych zostawiając możniejszym od siebie. Ale z drugiej strony, gdyby to była prawda?

Czy ta okoliczność, bezwizowego ruchu na linii Waszyngton – Ułan Bator, mogłaby dziwić? Zastanawiam się i przyznaję, że nie jestem tego wcale taki pewien. Polacy od dawna ubiegają się o ruch bezwizowy do Stanów Zjednoczonych. Kolejni prezydenci, a już zwłaszcza kandydaci na urząd, obiecują, że już za momencik… Jednak po przeliczeniu głosów i zajęciu fotela głównego lokatora Białego Domu sprawa się kończy na niczym.

Doświadczenia historyczne Polaków pokazują, że nasi sojusznicy mają zwyczaj traktować nas dość obcesowo, jeśli chodzi o wywiązywanie się ze składanych obietnic. Najogólniej rzecz biorąc idą tropem myśli krążącej wśród przedstawicielek najstarszego zawodu świata, że jak się dobrze obieca to nie trzeba dawać. Widać na więcej jak na puste przyrzeczenia nie zasługujemy. Czesi, Węgrzy, Łotysze, Estończycy i Litwini na przykład mogą, a my nie. Koniec kropka. Więc czemu z dobrodziejstwa ruchu bezwizowego nie mieliby korzystać Mongołowie.

Być może w ujęciu historycznym nie cieszą się najlepszą prasą w wschodniej i środkowej Europie, ale to było kiedyś. Dziś państwo jak państwo z sąsiedztwem możliwie kłopotliwym (Chiny, Rosja), które osłodzić mógłby bezkonfliktowy wjazd do USA. Ale nie póki co cukrzyca Mongołom nie grozi. Przynajmniej nie z tego powodu. Ktoś najwyraźniej pospieszył się z kawałem primaaprilisowym. Co skrupulatnie przedłożyłbym w MSZ, gdzie wre w najlepsze wykrywanie fałszerstw i spisków godzących w Najjaśniejszą. Panie Ministrze Waszczykowski! To był dowcip. O stan trzeźwości kawalarza proszę zapytać posłankę Pawłowicz, podobno zna się na tym. Swoja droga ciekawe skąd? Doświadczenia własne wiele mogłyby wytłumaczyć…

A jednak skądinąd niewinny żarcik zagotował krew w Sarmatach. Jak to tak? Oni mają a my nie? Toć krew przelana pod Legnicą i wielokroć na Dzikich Polach – wiadomo lubujemy się w historii – a Pułaski, a Kościuszko? I taka czarna niewdzięczność – Trump potraktował ich lepiej. Żart żartem, ale może warto złapać właściwe proporcje odnośnie własnego miejsca w świecie. Bo być może jesteśmy rzeczywiście tak postrzegani? Przynajmniej przez niektórych.

Że może tak być przytoczę smakowita anegdotkę z życia służb specjalnych. Na początku lat 90-tych dwóch polskich oficerów UOP – jeden o bardzo znanym nazwisku, którego przez litość nie wspomnę – udało się na rozmowę z obywatelem Rosji. O Rosjaninie dawało się powiedzieć, iż obok oficjalnego etatu pod którym występował w Polsce, ma drugi mniej oficjalny, poniekąd związany z naszym rodakiem Feliksem Dzierżyńskim. W trakcie rozmowy Rosjanin się zreflektował i zapytał:
– Przepraszam, czy panowie werbują mnie do współpracy?
– No wie pan…jakby pan miał jakieś ciekawe informacje… to my zawsze chętnie…
Rosjanin nie dał dokończyć i zadał kolejne pytanie:
– A jak panowie by się czuli, gdyby was werbowały służby mongolskie?
– A dlaczego pan pyta – zainteresował się oficer UOP
– Bo ja się właśnie tak czuję.
Werbunek Ruska się nie udał, ale jeden z dwóch panów werbujących zrobił karierę, o jakiej nawet w Mongolii nikomu się nie śniło. Nie lekceważmy pochopnie Azjatów.

Krzysztof Karski