akta

Docieranie teczek


W przestrzeń publiczną uleciały kolejne dokumenty, które z definicji powinny podlegać  prawu ochrony informacji z gatunku niejawnych. Dziennikarze TVP Info dotarli ….hahahaha…. a to dobre…..do materiału źródłowego dotyczącego kulis nominowania Jacka Kotasa na szefa Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. Problem polega na tym, że Jacek Kotas – w świetle ustaleń red. Piątka zawartych w książce “Macierewicz i jego tajemnice” – jawi się postacią dwuznaczną i brakuje chętnych, którzy wzięliby na barki ciężar udziału w karierze tego pana.

Jacek Kotas jest postacią z pewnością ciekawą, nietuzinkową i być może powinien budzić niezdrowe rumieńce – na dziś to głównie wstydu – u oficerów kontrwywiadu. A książka red. Piątka jest z pewnością kolejnym powodem, żeby funkcjonariusze rodzimej kontrrazwiedki mieli się czego wstydzić. Politycy nadzorujący służby zresztą też. Intuicyjnie czuję, że tylko ten co nadzoruje Antoniego Macierewicza musi mieć powody do dumy….

Ale ja nie o tym chciałem. Otóż – jak kiedyś było tu podniesione – dziennikarze znowu dotarli. Czyli rozpruli zapewne sejfy, ciemną nocą w świetle latarek, w siedzibach służb tajnych, pod nosem wart…pozyskali tajemną wiedzę. Międzynarodowa społeczność szpiegów zawyła z zazdrości nad profesjonalizmem naszych żurnalistów. Choć może służby specjalne RP nr…..(tu proszę wstawić cyferką zgodną z sumieniem i aktualną wykładnią rządu) osiągnęły ten poziom, że faktycznie.

Dla spokoju własnego sumienia jednak tak nie sądzę. Ani dziennikarze tacy sprawni, ani służby takie tępe. Naprawdę chcę w to wierzyć i proszę Państwa Życzliwych, a Cierpliwych Czytelników moich o nie wyprowadzanie mnie z tego błędu. Po prostu nie ma takiego interesu Państwa, który przemawiałby za tym, aby doraźnie nie można użyć tytułem pałki na adwersarza dowolnego kwitu, obarczonego gryfem tajności.

Teraz w sumie drobiazg. Jacek Kotas nominacja, ktoś podpisał, nie podpisał. Ale wiele wskazuje, że archiwa służb pełnią rolę składu amunicji, która systematycznie jest zużywana na przeciwników. Takie decyzje są podejmowane i to nie na niskim szczeblu, tak się dzieje. Jak kto ma wątpliwości prosze zajrzeć na strony Gazety Finansowej i zamieszczone tam publikacje dot. m. in. Agencji Wywiadu, czy domniemanych informatorów CBA. Każdego kto uważa, że redaktorzy GF “dotarli” samodzielnie i zdobyli materiały – oceniam jako osobę mocno naiwną.

Nikt przy tym nie zastanawia się jakie szkody ponoszą służby, które tak skutecznie potrafią same siebie dekonspirować. Bo wszak polityk wyraża tylko życzenie, bardzo wątpię, że na piśmie, a świeżo nominowany szef służby w zębach przynosi dowolny dokument, czy teczkę sprawy, informatora etc. Taki wynik idzie w świat. I świat słyszy dziennikarze “dotarli”…w paru nieżyczliwych nam centralach wywiadów strzelają korki od szampana, w paru życzliwych pada fundamentalne pytanie: znowu?

Na koniec pokuszę się o hipotezę. Załóżmy, że nasz wywiad pozyskał ileś lat temu wyjątkowo cenne, unikatowe źródło w centrali SWR. Informacje spływające znajdują uznanie na najwyższych szczeblach władzy RP i sojuszników. Jednakże okazuje się, że nasze źródło ma udokumentowane, że Donald Tusk ma zwyczaj sikania po bramach, a w ogóle to ukradł kiedyś furgon jabłek. Taka skala zjawiska. Jest wiekopomna okazja uwalić Donalda T. Ale coś za coś…skasowanie byłego premiera, kasuje naszego orła w Moskwie. Kto uważa, że obecna władza nie skorzystałaby z okazji “dobrej zmiany” na stołku Przewodniczącego Rady Europejskiej? Bo ja myślę, że dziennikarze by “dotarli”…

 

Paweł Nawrot