Inercja?


Problem uchodźców i migrantów jest nie do rozwiązania – twierdzą władze Unii Europejskiej. Trzeba ich poprzyjmować bez końca, choćby to miało ostatecznie unicestwić UE. Na razie europejska biurokracja będzie się bawić w Czarnego Piotrusia, czyli kombinować, komu ilu migrantów podrzucić. Potem się zobaczy. Czy naprawdę nie ma żadnego rozwiązania, czy europejskim elitom po prostu nie chce się pomyśleć i skupiają się na działaniach pozorowanych?

Moim zdaniem rozwiązania są tylko wcale się ich nie szuka. Na przykład takie:

Po pierwsze. Unia Europejska tworzy w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie sieć obozów obliczonych na wiele tysięcy mieszkańców. Byłyby one zarządzane przez UE, porządku pilnowałaby europejska policja. Obóz gwarantowałby dach nad głową, wyżywienie, lekarstwa, możliwość chodzenia dzieci do szkoły. Obozy utrzymywałyby solidarnie wszystkie kraje Unii Europejskiej. Obozy byłyby jedyną bramą prowadząca do Europy. Kierowano by do nich osoby, które przedostały do Europy pontonami, można byłoby też zgłaszać się bezpośrednio. Po pewnym czasie nikt by już do Europy nie płynął, bo to nie miałoby sensu. Przy okazji nikt by nie tonął. Osoby znajdujące się w obozach mogłyby zadeklarować, w których krajach europejskich chcą się osiedlić (do pięciu krajów). Składałyby wnioski o pobyt. Wnioski byłyby rozpatrywane przez wybrane kraje bez żadnej ingerencji z zewnątrz.

Po drugie. Europa zlikwidowałaby strefę Schengen i przywróciła granice miedzy państwami, żeby uniknąć chaosu w miarę przybywania migrantów. Każdy byłby przypisany do kraju, który go przyjął do czasu uzyskania paszportu umożliwiającego przemieszczania się po Europie. Migranci mogliby przemieszczać się na podstawie dotychczasowych paszportów, ale wtedy potrzebowaliby wiz wjazdowych.

Po trzecie. Migranci zobowiązywaliby się na piśmie do szybkiej nauki języka kraju, do którego przybywają, oraz przestrzegania jego praw i obyczajów. Jeśli by się z tego nie wywiązali powracaliby do obozu, a prawo pobytu zostawałoby im cofnięte.

Po czwarte. Migranci, których żaden kraj europejski nie zechce przyjąć zostaliby podzieleniu na dwie grupy. Ci, którzy nie mogą wrócić do swoich krajów (na przykład z powodu trwającej tam wojny) mogliby pozostać w obozie tak długo, jak sobie życzą. Ci, którzy mogą bezpiecznie powrócić do swoich krajów musieliby obóz opuścić.

To oczywiście pobieżny szkic nielikwidujący problemu a jedynie pokazujący, że rozwiazywanie go jest możliwe. Ciekawe tylko, czemu europejskie elity nie chcą nawet rozważyć tego rodzaju możliwości? Inercja czy coś więcej?