Jak budować i nie zapłacić


Działalność gospodarcza, przedsiębiorczość w Polsce, mimo rozlicznych obietnic kolejnych ekip rządowych, przypomina w dalszym ciągu skok do suchego basenu dla trampolinowych samobójców. Niemniej jednak rozliczni przedsiębiorcy chcą uczciwie zarabiać pieniądze i seryjnie padają ofiarami niewydolnego systemu, z którego luk prawnych korzystają bardziej „przedsiębiorczy” od swych kontrahentów biznesmeni. Rzecz będzie o remoncie szpitala w podwarszawskim Pruszkowie i niewypłaconych do dziś pieniądzach za roboty budowlane.

O stanie polskiej służby zdrowia napisano wiele, przeważnie gorzko podnosząc jej katastrofalny stan. Słusznie przy tym wysuwając żądania naprawy tudzież kapitalnego remontu. Oczekiwania społeczne i obietnice rządzących padły na podatny grunt, przynajmniej w podwarszawskim Pruszkowie, gdzie w 2011 roku Mazowieckie Specjalistyczne Centrum Zdrowia im. Mazurkiewicza zabrało się za lifting podległych sobie nieruchomości. Idea ze wszech miar słuszna, ale – co jest przypadłością często spotykaną dla świata idei – rozbiła się o przyziemne ludzkie niedoskonałości.

Czy był to przypadek, czy też można mówić o pewnej premedytacji, gdy na polu robót budowlanych legnie – bez należnych za wykonane prace pieniędzy – kilkudziesięciu podwykonawców? A może można mówić o jakiejś ogólnej prawidłowości, wynikającej z konstrukcji zamówień publicznych? O których wiadomo, że pozostawiają wiele do życzenia. Czy też osoby dramatu – po stronie Inwestora i Zamawiającego – mają takiego pecha, że gdzie podejmują się działań budowlanych – tam mają powstawać zatory płatnicze i kontrowersje na niwie finansowej? Przypadek? O tym dalej.

A to było tak

Mazowieckie Specjalistyczne Centrum Zdrowia im. prof. Mazurkiewicza w Pruszkowie pod wodzą dyrektor Lidii R., w trybie przetargu na zamówienia publiczne wyłoniło firmę Polbud SA z Bielska Podlaskiego, jako wykonawcą robót budowlanych na terenie szpitala. Następnie Polbud SA zawarł umowę na podwykonawstwo z Zakładem Remontowo-Budowlanym Marcin Fałowski. Teoretycznie wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Jest Inwestor (szpital), jest Wykonawca (Polbud) i są podwykonawcy – firma Marcin Fałowski nie jest jedyna. Niestety; i dla Marcina Fałowskiego, i innych podwykonawców.

Cechą immanentną umów dwustronnych jest uprawnienie wykonującego do żądania zapłaty, za zrealizowane prace, w tym do zwrotu kaucji gwarancyjnej. I tak też było w tym przypadku. Niestety Polbud SA nie reguluje wystawionych faktur, czym naraża na realne kłopoty finansowe podwykonawcę. Firma Marcin Fałowski podejmuje próby uzyskania zwrotu niezapłaconych i niezwróconych kwot przez Polbud SA i Inwestora. Próby te pozostają bezskuteczne. Suma jest niebagatelna, gdyż oscyluje w granicach 150 tysięcy złotych. Przy czym realna szkoda szacowana jest na około 200 tysięcy złotych! Przypomnijmy, że nie jest to jedyny podwykonawca. Zakładać można, że należne kwoty są znacznie większe.

Być może sumy – choć znaczące – wydać się mogą bagatelne w kontekście znanych afer gospodarczych. Na razie stawiamy pytanie, na które spróbujemy odpowiedzieć dalej, czy kłopoty podwykonawców firmy Polbud SA, nie miały charakteru typowego dla zdarzeń z udziałem głównych bohaterów dramatu. W tle jest jeszcze bardzo znany polityk PSL, ale o tym dalej…

Bogini Temida i jej kapłani

Brak przepływów finansowych pomiędzy podwykonawcą (firma Fałowski), a zamawiającym skutkuje włączeniem prawników w sprawę. Ostatecznie – wobec braku jakichkolwiek spodziewanych przelewów – sprawa trafia do prokuratury i sądu. I tu okazuje się najdziwniejsze. Organa ścigania Najjaśniejszej nie widzą nic szczególnego w sprawie i cyklicznie umarzają postępowania. Znaczy – jest tak: umowa była; robota wykonana; a pieniędzy jak nie ma, tak nie ma. Czyli podwykonawcy stracili i nikt nie widzi w tym nic zdrożnego. Ktoś coś z tego rozumie? Bo ja, przyznaję, nie bardzo. Można zamówić, można nie zapłacić, czyli w państwie dobrej zmiany nic się nie zmieniło i można wszystko. Tylko gdzieś w pamięci dźwięczy kabareciarz Jan Pietrzak, człowiek jak najbardziej przychylny obecnej władzy, który dawno temu pytał: czy warto było zmieniać rząd?

Stawiamy pytania

W całej sprawie mamy parę pytań.

– czy prawdą jest, że firma Polbud SA podejmując się prac na terenie szpitala w Pruszkowie, miała realne kłopoty finansowe, które de facto od początku stawiały pod znakiem zapytania rzetelne przeprowadzenie inwestycji?
– czy wiedza o standingu Polbudu SA (w tym zajęciach komorniczych) była obca dla Inwestora?
– czy prawdą jest, że na rzecz Polbud SA były dokonywane przez Inwestora wypłaty (środki unijne!), mimo mniejszego niż przewidziany umową stanu zaawansowania robót?
– czy przypadkiem jest, że upadłość Polbud SA zbiegła się z roszczeniami podwykonawców?
– czy szpital w Pruszkowie był jedynym obiektem, gdzie Polbud SA nie dokonał rozliczeń na rzecz podwykonawców?
– jakie kroki podjął marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik (PSL), gdy został poinformowany o sprawie?
– czy – jak chcą nasi rozmówcy – bierność Adama Struzika wynikała z faktu długoletniej znajomości z dyrektor Lidią R.?

Zdaniem naszych rozmówców całość nie była przypadkowa, ale obliczona na wykorzystanie silniejszej pozycji zleceniodawcy, tytułem dość brutalnego zarobienia mamony. Ostatnio dotarła do nas informacja, że co prawda Polbud SA odszedł w niepamięć, ale ludzie z nim związani mają nową firmę i szykują dalsze inwestycje. O czym skrupulatnie informujemy potencjalnych jeleni… przepraszam, potencjalnych zleceniobiorców.