Jak to jest z policją?


Afera związana z ubiegłorocznymi wydarzeniami na wrocławskim komisariacie nie powinna się zakończyć na resortowym śledztwie. Moim zdaniem potrzebna jest dyskusja na temat kondycji polskiej policji, bo to nie jedyny przypadek patologii występującej w tym środowisku. Pozwolę sobie opisać osobiste doświadczenie w tym względzie.

Otóż moja znajoma, niezwykle kulturalna pani po osiemdziesiątce omal nie padła ofiarą oszusta, coś tam nawet podpisała i poważnie obawiała się skutków swojej naiwności. Namówiłem zatem znajomą, by udać się na jedną z warszawskich dzielnicowych komend policji. Po pierwsze, po to by ją zabezpieczyć przed ewentualnymi skutkami nierozwagi, a po drugie by zwrócić uwagę na ten rodzaj oszustwa skierowany głównie przeciwko osobom starszym. Policjant w dyżurce przyjął nas bez cienia uprzejmości i oznajmił, że są zajęci i będziemy długo czekać. Postanowiliśmy czekać.

Nie zauważyłem, żeby dyżurujący policjant i jego koledzy byli specjalnie zajęci. Łazili sobie z kata w kat, żartowali i totalnie nas olewali. Nic ich nie obchodziło, że ponad osiemdziesięcioletnia pani czekająca na operację biodra musi siedzieć na twardej i niewygodnej ławie. Oni siedzieli sobie w wygodnych fotelach i nic nie zakłócało ich znakomitego samopoczucia. Tak przesiedzieliśmy ponad dwie godziny, aż wreszcie policja okazała mojej znajomej litość. Wezwano ją, ale nic nie uzyskała. Żadnej notatki, żadnej porady, żadnej najprostszej nawet informacji. No to poszliśmy sobie. Biorąc pod uwagę wypadki wrocławskie powinniśmy być głęboko wdzięczni owej komendzie dzielnicowej, że uszliśmy z życiem. Ale nie byliśmy wdzięczni. Mieliśmy przykre uczucie, że przez dwie godziny doświadczaliśmy najgorszego rodzaju chamstwa i arogancji.

Ośmielę się zapytać, co się stało z polską policją? Przecież więcej empatii, życzliwości, normalnych ludzkich uczuć można się było spodziewać nawet po osławionej PRL-owskiej MO. Na jakich zasadach odbywa się przyjmowanie funkcjonariuszy do służby? Jak są szkoleni? Dlaczego dominują w policji tego pokroju ludzie i dlaczego nie wychwytuje ich żadna weryfikacja? Na te pytania Minister Spraw Wewnętrznych powinien społeczeństwu odpowiedzieć. W końcu to my płacimy na utrzymanie pana ministra i podległych mu funkcjonariuszy. Ale to policja pewnie też olewa.