Fot. PAP/EPA / ROBERT GHEMENT
Fot. PAP/EPA / ROBERT GHEMENT

Kolejne antyrządowe protesty w Bukareszcie


Na ulice Bukaresztu i kilku innych rumuńskich miast ponownie wyszli we wtorek wieczorem przeciwnicy rządu. Domagali się oni ustąpienia gabinetu premiera Sorina Grindeanu, zarzucając mu, że hamuje walkę z korupcją. 

Protesty, choć już zdecydowanie mniej liczne niż w poprzednich dniach, trwają, mimo że rząd wycofał się z kontrowersyjnego dekretu łagodzącego karanie za korupcję.
 
Według rumuńskich mediów w stolicy demonstrowało około 8 tysięcy osób. Przeciwnicy rządu Sorina Grindeanu demonstrowali także w trzech innych miastach, natomiast ok. 2 tys. jego zwolenników zebrało się w Bukareszcie przed siedzibą prezydenta Klausa Iohannisa. Demonstranci oskarżali szefa państwa o pogłębianie podziałów w społeczeństwie.
 
We wtorek Iohannis powiedział w parlamencie, że socjaldemokratyczny rząd wywołał kryzys w Rumunii przyjmując kontrowersyjne rozporządzenie, przeciwko któremu przez tydzień protestowały setki tysięcy ludzi.
 
Prezydent stwierdził, że Rumunia jest obecnie pogrążona w prawdziwym kryzysie, a większość obywateli sądzi, że kraj zmierza w złym kierunku. Podkreślał jednak, że socjaldemokraci zwyciężyli w wyborach parlamentarnych z grudnia 2016 roku i powinni pozostać u władzy.
 
Wydane 31 stycznia w trybie pilnym rozporządzenie wprowadzało zasadę, że przestępstwo urzędnicze ścigane jest z urzędu w trybie postępowania karnego tylko wówczas, gdy przyniosło skarbowi państwa uszczerbek w wysokości co najmniej 200 tys. lejów (190 tys. złotych).
 
Ostatecznie w niedzielę rząd Rumunii wycofał się z tego pomysłu po organizowanych od blisko tygodnia masowych protestach w Bukareszcie i innych miastach oraz krytycznych głosach ze strony społeczności międzynarodowej. W protestach brało udział ok. 250 tys. ludzi; były to największe demonstracje w Rumunii od upadku komunizmu w 1989 roku.