Fot. Pixabay
Fot. Pixabay

Lampart czy rząd: kto skoczy do gardła handlarzom Polkami


W latach 2010 – 2012 blisko 1000 Polek i Polaków padło ofiarą bandytów trudniących się handlem ludźmi. Rząd Beaty Szydło ma wprawdzie plan walki z współczesnymi handlarzami niewolników ale brak w nim precyzyjnej diagnozy problemu, a przede wszystkim propozycji zastosowania bardziej skutecznych środków zaradczych. Raport biura detektywistycznego „Lampart”, którego jednym z założycieli jest Wojciech Majer, b. dyrektor Biura Operacji Antyterrorystycznych KGP, potwierdziło wątek śledztwa zakładający, iż do tragedii w Hurgardzie i do śmierci Magdaleny Żuk doprowadziła – mająca odnogi w Polsce – międzynarodowa banda handlarzy ludźmi, głównie kobietami i młodymi dziewczynami.

W raporcie Lamparta wskazano 32 spółki i 72 osoby powiązane z zorganizowaną grupą przestępczą, jej strukturami biznesowymi i śmiercią Magdaleny Żuk oraz zaginięciem 2 innych kobiet. Ujawniono osoby, które przyczyniły się do niejasnych okoliczności zgonu Magdaleny, a także stronę internetową przy pomocy której zarządza się „zamówieniami” na dziewczyny,w tym z Polski.

Z nieoficjalnych danych wynika, że spośród 20 000 Polek i Polaków, którzy co roku zostają uznani za zaginionych, 25 proc. przepada bez wieści poza granicami kraju. Większość zaginionych w kraju i zagranicą dość szybko odnajduje policja lub sami wracają do domu. Do 7.08.2015 r. spośród 20 760 zaginionych w 2014 r. policja odnalazła 20 226 osób, prawie 98%.

Co się stało pozostałymi – nie wie nikt. Wyjechali – zniknęli. Większość by zacząć nowe życie, zerwać wszelkie dotychczasowe, także rodzinne kontakty, spalić za sobą wszystkie mosty. Nie ma jednak wątpliwości, że w grupie tych, którzy przepadli bez śladu są kobiety i młode dziewczyny, którym wolność i życie odebrały międzynarodowych gangi handlujące ludźmi.

– Polska jest jednocześnie krajem pochodzenia, krajem tranzytowym oraz krajem docelowym dla ofiar tego procederu – stwierdzono na wstępie do Krajowego Planu Działań przeciwko Handlowi Ludźmi na lata 2016 – 2018. Z przytoczonych w nim, dość starych danych Eurostatu z lutego 2015 r., (czy nie ma nawet polskich statystyk?) wynika, że w latach 2010 – 2012 ofiarami handlu ludźmi było 976 obywateli polskich obu płci, w tym 263 w kraju.

Inaczej mówiąc poza jego granicami zostało pokrzywdzonych 713 Polek i Polaków, głównie w czasie dłuższych i krótszych wyjazdów, najczęściej do pracy: w Wielkiej Brytanii – 405 osób, Holandii – 187, Niemczech – 92, Francji – 12, Belgii – 6 i w Irlandii – 5 ofiar. Pojedyncze przypadki odnotowano w Czechach, Danii, Finlandii, Luksemburgu, Szwajcarii i na Litwie.

Trzy lata temu nazwiska 81 emigrantów z Polski, w tym trojga nieletnich pojawiły się na – liczącej ponad 2300 nazwisk – liście ofiar handlu ludźmi brytyjskiego Centrum do Walki z Handlem Ludźmi (UKHTC). W grupie naszych rodaków przeważali mężczyźni (71 proc), w średnim wieku, bez pracy, z problemem alkoholowym, karani lub notowani przez policję. Byli wykorzystywani do pracy przymusowej, żebrania, kradzieży lub wyłudzania kredytów i świadczeń socjalnych. Warto zapytać – czy i w jakim stopniu zajęły się nimi polskie przedstawicielstwa dyplomatyczne w Zjednoczonym Królestwie.

Pułapki na Polki są standardowe i na ogół skuteczne. Marzenie o pracy, dobrych zarobkach, o szczęśliwej przyszłości u boku posażnego obcokrajowca nie rzadko zamienia się w koszmar lub prowadzi do tragedii, a niekiedy śmierci kobiety która uległa mirażom i nie była zbyt czujna.

Rządowy Plan Działań przeciwko Handlowi Ludźmi na lata 2016 – 2018, niestety, marginalnie i enigmatycznie traktuje problem handlu Polkami. Dokument wydaje się być kalką podobnych – z lat wcześniejszych, przygotowywanych zgodnie z unijnymi wytycznymi. Ma się wrażenie, że biurokratycznie „odfajkowano” w nim problem. Handel ludźmi potraktowano jako swoisty „koszt” społeczny procesów związanych z otwarciem granic, integracją i globalizacją.

Ogólnikowym diagnozom towarzyszą truizmy w w rodzaju „Polki padają ofiarą wykorzystania seksualnego, w tym zmuszania do prostytucji, lub w przemyśle pornograficznym zarówno za granicą, jak i na terenie naszego kraju”. To wiadomo od lat. Rzecz w tym, aby temu bardziej energicznie i skutecznie przeciwdziałać.

Bez praktycznych wniosków pozostawiono zatrważającą opinię, że „Polska charakteryzuje się wysokim poziomem handlu ludźmi – obywatelami polskimi wewnątrz kraju” i pocieszając się stwierdzeniem, że „widoczny” handlu kobietami i dziewczętami ma mniejszą skalę niż kilkanaście lat temu. Za to dużo więcej miejsca – przynajmniej na poziomie opisu – poświecono procederowi wykorzystywania seksualnego cudzoziemek sprowadzanych do Polski z Bułgarii, Rumunii, Ukrainy i – sporadycznie – z krajów afrykańskich.

Tymczasem wystarczy sięgnąć do mediów i policyjnych raport aby przekonać się że sytuacja jest zła, a działania policji choć aktywne nie przynoszą efektów w postaci trwałego rozbicia grup przestępczych i surowego karania winnych. Tylko w minionych kilku tygodniach policjanci krakowskiego CBŚP rozbili siedmioosobową, w tym dwie kobiety zarabiającą na handlu ludźmi, prostytucji i narkotykach. Pięć osób aresztowano. Pozostali wyszli za poręczeniem majątkowym, dostali dozór i zakaz opuszczania kraju. W Katowicach wpadła kobieta zajmująca się sutenerstwem; w Bydgoszczy policjanci ustalili kolejnego podejrzanego o zmuszanie mężczyzn do niewolniczej pracy w gospodarstwie w gminie Łabiszyn. To 39-letni syn właścicieli, którzy wcześnie usłyszeli zarzuty. Jedna z ofiar targnęła się na życie.

W rządowym planie nie słowa o tym jak można chronić Polki przebywające poza granicami. Nie chodzi o „przyzwoitki” czy „stróżów moralności” lecz działania informacyjne, np. o obecność polskich policjantów w miejscowościach szczególnie tłumnie odwiedzanych przez naszych turystów i ich ochronę we współpracy z miejscową policją. Tak – dobrym skutkiem – robią np. Brytyjczycy w Tajlandii.

Handel Polkami zaczyna się w kraju. Tu działają ludzi, którzy są jego organizatorami i wykonawcami. Problem jest trudny, także z prawnego punktu wiedzenia, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby winni handlu kobietami, czerpania zysku z nierządu ponosiły bardzo poważne konsekwencje karne, w tym finansowe, zwłaszcza jeśli są w niej recydywistami.
Chcieć to móc. Rząd ma znacznie większe możliwości w zwalczaniu handlu ludźmi, niż nawet najsprawniejsze prywatne biuro detektywistyczne. Źle się dzieje, gdy Lampart wydaje się bardziej czujny niż służby państwa.