Mała teoria spiskowa


Bardzo poważny niemiecki “Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” poinformował, że zachodnioeuropejscy przywódcy mieli średnią ochotę na przedłużanie kadencji Donalda Tuska. Właściwie akcja PiS-u ich do tego zmusiła, bo przecież nie mogli stworzyć wrażenia, że cała Europa ulega Jarosławowi Kaczyńskiemu. Przy okazji FAS krytykuje poczynania Tuska i to jest już druga poważna niemiecka gazeta (po „Die Welt”), która to czyni. Jeśli uznać za prawdę sugestię FAS, że w gruncie rzeczy to Kaczyński zdecydował o wyborze Tuska pojawia się interesująca teoria spiskowa: a może prezesowi PiS właśnie o to chodziło?

W dobrym kryminale detektyw pyta zwykle: kto odnosi korzyść? Czyli -który Tusk jest dla Prezesa wygodniejszy: przebywający w Brukseli czy obecny w kraju? W Brukseli Tusk może mobilizować opinię europejską przeciwko rządowi PiS. Ale prawdę mówiąc i bez niego jest tam wielu niechętnych Kaczyńskiemu polityków. W Polsce Tusk natychmiast stałby się niekwestionowanym liderem opozycji, bo na takiego lidera wszyscy tu czekają. Platforma Obywatelska urosłaby w siłę, Nowoczesna i KOD zostałyby zmarginalizowane. Władza zyskałaby przeciwnika bardzo sprawnego medialnie, inteligentnego, dobrze wyczuwającego nastroje społeczne, łatwo nawiązującego kontakt z wyborcami. Moim zdaniem powrót Tuska wcale nie był Prezesowi na rękę; wiedział, że atakując zwiększa jego szanse, ale postanowił co nieco przy okazji ugrać. Dlatego pan Prezes z jednej strony działał tak, żeby przegrać (minister Waszczykowski w ogóle nie budował poparcia dla PiS-owskiego kandydata) – a z drugiej zohydzał jak mógł byłego premiera zarzucając mu, że jest zasadniczo kandydatem niemieckim, a co to dla wielu Polaków znaczy, wiadomo. Zresztą PiS i tak nie mógł poprzeć Tuska ze względu na swój elektorat, któremu by się to zdecydowanie nie spodobało.

Zatem teoria spiskowa przedstawia się następująco: PiS wcale nie rzucił się z motyką na słońce, tylko odegrał z przytupem swój teatrzyk i w gruncie rzeczy jest zadowolony. Pozostaje tylko kwestia przegranej 27 : 1, co jak by nie patrzeć propagandowo nie wygląda dobrze. Ale zanim dojdzie do pierwszych poważniejszych wyborów ludzie o tym zapomną. Więc kto w tej sprawie wygrał, a kto przegrał dopiero się okaże.

Są jednak dwie miny, na które PiS może niechcący nadepnąć. Po pierwsze: Tusk pozostał w Brukseli, ale i tam będzie dla opozycji kimś w rodzaju generała Andersa, „który przybędzie w odpowiedniej chwili na białym koniu, zjednoczy naród, obejmie prezydenturę i doprowadzi Polaków do dobrobytu i ogólnego szczęścia”. Po drugie: atakując Tuska PiS będzie musiał równocześnie atakować Unię Europejską. Polacy nie do końca lubią UE, ale zdecydowana większość jest za tym by w niej pozostać. I na tym przystanku centrowy elektorat może wysiąść z pisowskiego tramwaju.