Fot. Stock
Fot. Stock

O co chodzi z tą Koreą? Czy Korea Północna zagraża światu i nam?


Derlatka

Andrzej Derlatka,
były Zastępca Szefa Agencji Wywiadu i Ambasador RP w Republice Korei

Politycy i media epatują nas coraz to nowymi strachami. Kolejna wiadomość z 11 października 2017 r. donosi o pokazie siły i jedności sojuszniczej sił zbrojnych USA, Południowej Korei i Japonii u granic Korei Północnej. Zdarzenie dość niezwykłe z uwagi na rzadkie współdziałanie wojsk Japonii i Korei Południowej, państw których relacje są raczej chłodne. Jednak wobec północnokoreańskiego zagrożenia kraje te demonstrują, że potrafią zewrzeć szeregi.

 

Pokaz sił

Wcześniej nie było lepiej. Do brzegów Korei Północnej jednocześnie przypłynęły aż trzy supernowoczesne amerykańskie lotniskowce, w eskorcie dziesiątek okrętów grup lotniskowcowych. Podniesiono stan gotowości bojowej wojsk USA w całym regionie Pacyfiku. Wzmocniono wojska stacjonujące w Republice Korei. Armię Południowokoreańską wyposażono w najnowocześniejszy obronny system antyrakietowy Thaad, zdolny strącać rakiety balistyczne.

Od sierpnia trwają wspólne manewry „Ulchi Freedom Guardian” oddziałów kontyngentu ONZ (składającego się głównie z wojsk USA) oraz wojska i administracji rządowej Republiki Korei. Ćwiczone jest między innymi przeciwdziałanie nuklearnemu atakowi sąsiada z północy. Używane są rakiety, bomby i ostra amunicja w bezpośredniej bliskości granic północnokoreańskich.

W obecnym roku w manewrach obok oddziałów USA manifestacyjnie wzięły udział również wydzielone jednostki bojowe innych uczestników kontyngentu wojskowego ONZ z wojny koreańskiej: Kanady, Australii, Danii, Holandii, Kolumbii, Nowej Zelandii i Wielkiej Brytanii. Wszystko w odpowiedzi na to, że reżim północnokoreański rozwinął technologie produkcji broni atomowej i wodorowej oraz budowy międzykontynentalnych rakiet balistycznych do ich przenoszenia oraz potwierdził te możliwości militarne w udanych testach – sobie i światu.

Przywódca reżimu Kim Dzong Un publicznie zagroził zniszczeniem atakiem nuklearnym miast amerykańskich na zachodnim wybrzeżu takich jak Los Angeles, czy San Francisco oraz baz USA na Pacyfiku. Prezydent USA zaś w odpowiedzi zapowiedział całkowite i kompletne zniszczenie całej Korei Północnej.

Władze chińskie rozlokowały dodatkowe 150 tys. żołnierzy ze sprzętem bojowym w pobliżu granicy z KRLD.

Czy mamy się już bać?

Od wojny koreańskiej w Korei Południowej stacjonują nieprzerwanie oddziały wojsk USA w liczbie do niedawna ok. 20 tys. żołnierzy pod flagą ONZ, stojąc na straży bezpieczeństwa Republiki Korei, po krwawej wojnie zakończonej rozejmem zawartym 27.07.1953 r. w Penmundżonie. Po drugiej stronie Koreę Północną chronią Chiny.

Formalnie oba państwa koreańskie są nadal w stanie wojny, która kosztowała życie ok. 2,5 mln. ludzi (w tym: ok. 400 tys. żołnierzy południowokoreańskich, ok. 600 tys. żołnierzy północnokoreańskich, ok. 500 tyś żołnierzy chińskich, ok. 40 tys. żołnierzy amerykańskich oraz ok. 1,5 mln ludności cywilnej). Od 1953 r. corocznie mają miejsce dziesiątki incydentów militarnych prowokowanych głównie przez stronę północną, w których zginęły łącznie setki żołnierzy i cywili z obu stron.

Najgroźniejszy incydent miał miejsce w dniu 21 stycznia 1968 r., gdy oddział północnokoreańskich komandosów dotarł niemal do siedziby Prezydenta Republiki Korei w Seulu („Błękitny Pałac”) chcąc zgładzić Prezydenta Parka i dać tym sygnał do inwazji militarnej na Koreę Południową oraz „powszechnego powstania narodowo-wyzwoleńczego”. Fiasko akcji (niemal wszystkich komandosów wybito) uchroniło wtedy Półwysep Koreański przed wznowieniem wojny.

Koreę Północną i Chiny łączy układ z dn. 11.06.1961 r o przyjaźni współpracy i wzajemnej pomocy. W artykule drugim obie strony zobowiązały się udzielać sobie wzajemnej pomocy w przypadku ataku na którąkolwiek ze stron. Gdyby zatem doszło do konfliktu zbrojnego Korei Północnej ze Stanami Zjednoczonymi, ChRL powinna wypowiedzieć USA wojnę, wypełniając w ten sposób zobowiązania sprzed ponad 50 lat. Jak zauważył w sierpniu br. komentarz redakcyjny  chińskiego rządowego dziennika „Global Times”, „Jeśli Korea Północna zaatakuje Stany Zjednoczone wówczas Chiny powinny zachować neutralność, ale jeśli to Stany Zjednoczone zaatakują pierwsze i spróbują obalić północnokoreański rząd, wówczas Chiny ich powstrzymają”. Tak więc dystansując się z jednej strony od „awanturniczej i samozwańczej”, z punktu widzenia Chin, polityki Phenianu – Pekin potwierdził swoje traktatowe militarne zobowiązania sojusznicze i otwarcie zagroził USA wojną.

To stanowisko zablokowało wszelkie możliwe plany uprzedzającego i prewencyjnego uderzenia USA na Koreę Północną, ponieważ USA nie chcą wybuchu jakiegokolwiek konfliktu militarnego z Chinami.

Po drugie, podobny układ KRLD zawarła z ZSRS w dn. 09.07.1961 r. Jednak po upadku ZSRS Rosja jako jego sukcesorka prawna w 2000 r. doprowadziła do jego modyfikacji. Obecny układ nie zawiera klauzuli wojskowej. Tak więc Chiny stały się jedynym militarnym mocarstwem sojuszniczym Korei Północnej. Jednak Rosja wspiera ją konsekwentnie politycznie m.in. na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ, działając razem z Chinami.

Również ostatnio pod wspólną presją Rosji i Chin dyplomacja USA musiała się wycofać  z propozycji pełnego embarga na dostawy ropy naftowej do Korei Północnej, by uniknąć weta w głosowaniu Rady Bezpieczeństwa ONZ.

W przekonaniu Amerykanów, działania Chin i Rosji utrudniają skuteczną politykę wobec reżimu w Phenianie. Dzięki wypracowanemu  kompromisowi Rada Bezpieczeństwa ONZ w dniu 5 sierpnia b.r. uzyskała jednomyślność i uchwaliła rezolucję o nałożeniu nowych sankcji na Koreę Północną w związku z przeprowadzoną przez Phenian próbą międzykontynentalnej rakiety balistycznej.

Przygotowana przez USA rezolucja przewiduje ograniczenie północnokoreańskich dochodów z eksportu o jedną trzecią (3 mld dol. rocznie). Embargo na handel obejmować ma węgiel, żelazo i rudę żelaza, ołów i rudę ołowiu oraz owoce morza. Rezolucja zakazuje również zatrudniania nowych pracowników z Korei Północnej w innych krajach, zakładania nowych spółek joint venture z udziałem podmiotów północnokoreańskich oraz inwestowania
w istniejące już spółki tego typu.

Oczywiście Chiny, tak, jak w przeszłości, zapowiedziały wypełnienie kolejnej rezolucji RB ONZ o sankcjach, ale jednocześnie zapowiedziały stopniowe odejście od dolara jako waluty rozliczeniowej w wymianie handlowej na rzecz własnej waluty denominowanej w złocie. Handel z KRLD będzie więc rozliczany w juanach. Jego charakter i rozmiar, jak się wydaje, uniknie tym samym pełnej kontroli społeczności międzynarodowej.

Co dalej?

W poniedziałek 26.09. b.r. szef dyplomacji KRLD  Ri Jong Ho oświadczył w Nowym Jorku, że prezydent USA Donald Tramp „wypowiedział wojnę Korei Północnej” oraz że Phenian zastrzega sobie prawo do reakcji. Jako przykład możliwej odpowiedzi podał „zestrzelenie amerykańskich bombowców strategicznych przelatujących w pobliżu Korei Północnej, nawet jeśli znajdowałyby się w międzynarodowej przestrzeni powietrznej”.

Departament Stanu USA w odpowiedzi kategorycznie zaprzeczył by USA były  w stanie wojny z KRLD. Oznacza to, że powrotu do wojny na razie nie będzie. Można prognozować, że i Chiny, USA, i reszta świata przywykną do faktu, że Korea Północna jest państwem nuklearnym. Nawet z pewną ograniczoną liczbą broni termojądrowej i środków jej przenoszenia nie stanowi ona poważnego zagrożenia dla USA, jak i któregokolwiek  z supermocarstw z uwagi na kolosalną różnicę potencjałów militarnych. Jest natomiast większym zagrożeniem dla Korei Południowej. Jednakże jakikolwiek jej atak na Republikę Korei może doprowadzić do zmasowanej reakcji USA i zagłady tego komunistycznego państwa. Prowadząc „dyplomację kanonierek” (pardon „lotniskowców”) USA czekają wręcz na taki pretekst. Ponadto adresatem „dyplomacji lotniskowców” nie jest raczej Phenian, a Pekin z uwagi na wzrost globalnej pozycji i potęgi Chin oraz rosnącą liczbę pól konfliktów z USA.

Oba państwa koreańskie formalnie i podniośle deklarują wolę ponownego zjednoczenia państwa. Cóż z tego. Zjednoczenia Korei nie chce żaden jej sąsiadów. Zjednoczona Korea z blisko 70 mln. mieszkańców byłaby nowym poważnym graczem w regionie Azji Północno-Wschodniej z potężną gospodarką i silną armią. A dla Chin, które głównie rozdają karty w regionie, tlący się konflikt na Półwyspie Koreańskim jest dodatkowo doskonałym narzędziem kontroli sytuacji, która osłabia wszystkich pozostałych graczy, wikła ich siły i środki, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych będących głównym globalnym przeciwnikiem Chin. Z punktu widzenia Chin korzystne jest by w kotle koreańskim „bulgotało, ale nie wrzało”. Wygaszenie konfliktu (zjednoczenie Korei), jak i powrót do wojny (konflikt zbrojny z USA) są obecnie niepożądane. To klucz do wyjaśnienia kwestii dlaczego Chiny utrzymują istnienie opresyjnego reżimu w Phenianie, mimo jego „niesforności”. Chiny mogłyby, gdyby chciały, już od lat przywołać do porządku tego satelitę i odmienić charakter jego reżimu.