gf cba

Polskie służby specjalne. Czy ktoś panuje nad tym bałaganem?


Polskim służbom specjalnym nie sposób odmówić specyficznie zmutowanego genu innowacji, który w połączeniu z wirusem autodestrukcji, daje wyborny koktajl idący do głów i nóg przeciwników. Leżą i płaczą z radości – Ach! Ci Polacy, znowu coś wymyślili, jajcarze! Po lustracji, seryjnych zwolnieniach oficerów, ujawnieniach szczegółowo tajnych operacji, nie wydawało się możliwym, aby pójść krok dalej. A jednak. Jak – nomen omen – donosi Gazeta Finansowa, mamy kolejną odsłonę skandalu taśmowego w służbach.

Zainteresowanych odsyłam do tekstu Gazety Finansowej. Portal 38milionow.pl nie ma kłopotów z powoływaniem się na źródła. Co nie jest niestety ogólną przypadłością.

Pokuszę się o parę słów komentarza. Otóż jak informuje “GF” polskie służby wzbiły się na nową jakość, co stanowi ich autorski wkład w międzynarodową społeczność tajniaków. Uzupełnię, że mocno wątpliwy. W ramach walki buldogów pod dywanem następuje cyklicznie ujawnianie nazwisk i kryptonimów informatorów. Wysokości apanaży współpracowników, danych oficerów operacyjnych, adresów lokali kontaktowych, czy wreszcie celów (figurantów) operacji służb. Niewątpliwie dzieje się dużo. Dużo złego dodajmy.

Napiszę bardzo jasno. Jest to gigantyczny SKANDAL, ponieważ ujawniono sprawy z gatunku nieujawnialnych!!! Straty jakie zostały poniesione – o czym dalej – polskie służby będą odrabiać latami!!!

Da się to streścić krótko. W polskich służbach trwa na dobre wojna, w której – jak się wydaje – każdy sposób jest dobry, aby pogrążyć adwersarza. Tyle tylko, że to nie piaskownica, a Państwo Polskie. Mające określone interesy i obowiązek dbania o bezpieczeństwo obywateli. Dla przypomnienia: m. in. na to idą nasze podatki.

Trzeba zadać pytanie, czy ktoś jeszcze panuje nad tym co dzieje się w służbach? Politycy milczą, bo – nie mają nic do powiedzenia? Czy też dali milczącą zgodę, bo była taka potrzeba polityczna?

Okoliczności – że w świecie toczy się regularna wojna z terroryzmem, dymi na wschodzie Ukrainy i być może świat stoi u progu III Apokalipsy – wydają się rodzimym oficerom i domorosłym politykierom niczym. Oni tymczasem postanowili sobie dokopać. Rzeczywiście czas wybrali właściwy.
Kto kogo prowadził? CBA/ABW informatora, czy odwrotnie?

O co chodzi? Na kanwie afery taśmowej okazało się – jak chce “GF” – że prominentni funkcjonariusze CBA i ich świadomi współpracownicy, podjęli działania ukierunkowane na nagrywanie osób znanych ze świata biznesu i polityki – z czego jeden z informatorów miał dodatkowo uczynić sobie dodatkowe źródło zarobkowania. Z artykułu można wywnioskować, że nie byli w swych poczynaniach osamotnieni i inne służby – zdaje się ABW – również próbowały odciąć kupon od działań przedsiębiorczego redaktora na tzw. “kontakcie”. Przy czym fakt rejestracji, dający w teorii wyłączność służbie rejestrującej jako pierwsza, nie był traktowany ortodoksyjnie. Wymieniali się oficerowie źródłem. Wszystkie źródła nasze są! Ale czy rzeczywiście?

Nie mam zamiaru wchodzić w zawiłości, czy b. szef CBA Wojtunik lubił się z b. szefem MSW Sienkiewiczem. Kto kogo obserwował, kto komu na czyje polecenie budkę pod rosyjską ambasadą podpalał i kto dał zgodę na puszczenie operacji podsłuchowej w prasie, też nie zamierzam dociekać. Stało się.

Miejmy świadomość tego co się stało. Po 1990 roku jest to pierwszy przypadek tak szczegółowego obnażenia działań służb. Przypadłością służb są walki wewnętrzne, ale nigdy służby nawzajem nie ujawniały sobie informatorów! A można wnosić, że to dopiero początek…

Naprawdę odchodzę od tego, czy nagrania były przeprowadzone lege artis, czy nie. To nie jest ten problem. Od tego są prokuratura i sądy. Na koniec lakoniczny komunikat o wyroku. Problemem jest mentalność i poczucie odpowiedzialności (w zasadzie jego brak) oficerów za przeprowadzone działania. Demolując tajność zdemolowali służby.

Bo jakim ciężkim idiotą trzeba być, aby pójść na tajną współpracę z agencją rządową, która może zagwarantować jedno. Ujawnienie danych informatora. To są właśnie te straty, które poniosły polskie służby.

Parę dni temu na łamach portalu wskazałem, że coś podobnego zaczyna się dziać. Wtedy była mowa o Agencji Wywiadu. Trudno było jednak zdiagnozować skalę zjawiska i jego zasięg. Niewątpliwie będziemy obserwować sprawę. Zwłaszcza, że jak słychać w Warszawie, inna afera ujrzy wkrótce światło dzienne…

Na zakończenie zauważę, że chcę wierzyć w to, co na początku afery taśmowej powiedział premier Tusk, o alfabecie którym był pisany jej scenariusz. Bo nie chcę przyjąć do wiadomości, że partyjniackie interesiki, kombinatorstwo drobnych geszefciarzy – to już jest mój Kraj. Łatwiej zwalić na Rosjan.

Paweł Nawrot