ONZ flaga

Polskie „sukcesy” a członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ


Najpopularniejszy cytat z pamiętników Juliusza Cezara Gallia est omnis divisa in partes tres, ma swoje miejsce poczesne w historii. A, że zazdrość to rzecz ludzka premier Beata Szydło podbiła stawkę o koronę lapidarności stylu, twierdzeniem, że polska polityka międzynarodowa cieszy się powszechnym uznaniem. Czego bezspornym dowodem jest poparcie dla Polski, w głosowaniu na członka niestałego Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tylko najwyższy arbiter Czas pokaże, co zostanie w pamięci pokoleń…

Mury Zamku Królewskiego udzieliły gościny – cechą charakterystyczną nieruchomości jest, że nie uciekną – XV Forum Polityki Zagranicznej. Zabytki szanujemy za ich piękno, dawanie świadectwa dziejów i trwanie również mimo warunków często trudnych. XV Forum Polityki Zagranicznej z udziałem premier Szydło i ministra SZ Waszczykowskiego, nie wpłynęło na stan wizerunkowy wizytówki Stolicy. Zamek stoi. Zatem można mówić o sukcesie…w tym wymiarze.

Przejdźmy do rzeczy. Polska istotnie w latach 2018-2019 obejmie niestałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Oczywiście nie sposób nie docenić tego faktu, ale moim zdaniem o przecenienie też łatwo. Zwłaszcza gdy na naszych oczach zmierzch, kiedyś ważnej organizacji międzynarodowej, staje się coraz wyraźniejszy. Nie mniej jak każdy polski sukces  traktować można i trzeba z uznaniem. W końcu Rada Bezpieczeństwa ONZ to nie Rada Europejska…tam to już co innego.

Pozostaje otwartym pytanie zupełnie inne. Czy niestałe członkostwo w RB ONZ to dowód na uznanie społeczności międzynarodowej dla polskiej polityki zagranicznej? Pozwolę sobie zgłosić wątpliwości. Szczególnie dziwić może, że w kontekście niestałego członkostwa, jako argument “za” PiS, partia czerpiąca pełnymi garściami z historii Polski, podnosi uznanie dla polityki międzynarodowej. Li i jedynie.

Gdyby jeszcze PiS dodał wkład w Wielkie Odkrycia Geograficzne ministra Waszczykowskiego, niezapomniany design broszek premier Szydło – ale nie! Społeczność międzynarodowa jest pełna uznania, bo politykę zagraniczną mamy taką, że klękajcie narody. Widać ONZ ma w genach to uznanie.

Bo wiadomym jest, że Polska członkiem niestałym RB ONZ była już m. in. w latach 1946-47, 1970-71 i 1982-83. Rozumiem, że wówczas też polska polityka międzynarodowa i zwłaszcza wewnętrzna cieszyła się szerokim uznaniem społeczności międzynarodowej, godnym uhonorowania miejscem między możnymi świata.

Przypomnijmy. W latach 1946-47 trwa w Polsce terror stalinowski, polskim patriotom od strony potylicy jest wybijana niechęć do przodującego ustroju i Józefa Stalina. Za to na arenie międzynarodowej Polska na życzenie ZSRR odrzuca pomoc w ramach tzw. Planu Marshalla. Takie zasługi nie mogły pozostać bez międzynarodowego uznania.

Za to w latach 1970-71 jeśli entuzjazm międzynarodowy do PRL-u gasł, zwłaszcza po udziale wojsk polskich w inwazji na Czechosłowację, to polskie władze urządziły sobie ostre strzelanie do robotników na Wybrzeżu. Rzeczywiście zaistnieliśmy trzeba było to nie tylko uznać, ale i przyznać.

Lata 1982-83 to czas stanu wojennego w Polsce i trudno wskazać, czym wówczas zasłużyliśmy na uznanie społeczności międzynarodowej. Ale pewnie czymś ważnym. Podobno w West Point omawiano i analizowano szczegóły wyprowadzenia wojsk na ulicę. Miło zawsze jak kto doceni rodaka.

A tak na koniec. Przeraża jedno.  Ekipa Prawa i Sprawiedliwości buduje przekaz, uprzejmie to zauważmy, nieskomplikowany w treści i łatwy do obśmiania. I właśnie to przeraża. Jego skuteczność, dostrzegalna w sondażach. Widać Jarosław Kaczyński zobaczył coś w Polakach, czego inni nie chcieli dostrzec. A on nie tylko dostrzegł, ale nie ma skrupułów w odcinaniu od swych spostrzeżeń kuponów. Jeśli cokolwiek to właśnie to ostatnie może tłumaczyć naszą obecność w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Bo jest to manipulacja na skalę światową, o bezpieczeństwo też zahacza.

A premier Szydło tak przejdzie do historii, jak koń Kaliguli. W anegdocie.

 

Paweł Nawrot