blaszczak mon

Rozmiar kapelusza ministra Błaszczaka


W MON jest teraz potrzebny superman: saper XXI wieku, wirtuoz rozbrajania politycznych min, zręczny negocjator, zdolny rozsupłać węzły zaplątane przez Macierewicza w negocjacjach z Amerykanami. Błaszczak na razie może sobie tylko patrzeć na odjazd pociągu ekspresowego o nazwie Europejski Fundusz Obronny (EFO). Bez polskich pasażerów. Będzie więc larum i zgrzytanie zębów, działanie „na wczoraj”, aby nadgonić bezpowrotnie stracony czas.

Europejskie fundusze są dla nas szczególnie cennym narzędziem przezwyciężania ograniczeń w finansowaniu najbardziej zaawansowanych badań wojskowych z budżetu krajowego.
Poziom wydatków na badania i rozwój technologii obronnych w Polsce nie osiąga nawet ustawowej wielkości 2,5% wydatków obronnych.

– Z Europejskiego Fundusz Obronnego – podkreślił gen. bryg. rezerwy Adam Duda z fundacji Stratpoints – będą w pełni i bezpośrednio finansowane wspólne badania innowacyjnych technologii i produktów obronnych, projekty międzynarodowe i kooperacja, rozwój prototypów, a także – w późniejszym okresie – wspólne zakupy uzbrojenia przez państwa UE. Europa – dodał generał – potrzebuje strategicznej autonomii i większej konkurencyjności w tworzeniu zdolności obronnych.

Macierewiczowski MON był całkowicie bierny w sprawie EFO; z bliżej nieznanych powodów pasywny jest rząd Morawieckiego – ponoć – stawiający tak mocno na innowacje. Wojsko nie miało nic do gadania. Drepczemy w miejscu gdy wspólnota europejska rozpoczyna pogoń za USA, gdzie na badania i rozwój technologii obronnych wydaję się ponad siedem razy więcej niż na naszym kontynencie.

Szefowie polskie zbrojeniówki karmieni przez Macierewicza zapowiedziami sutych „zaliczek” nie kiwnęli palcem aby przygotować się do udziału w EFO. Nie chcieli polskiego udziału w nowej formie w europejskiej, przemysłowej współpracy obronnej i miliardów euro na rozwój najnowszych technik i technologii militarnych.

– Dlaczego całkowicie bierna jest Polska Grupa Zbrojeniowa – pyta ekspert fundacji Stratpoints – nie zgłosiła ani jednego projektu, deklaruje jedynie monitoring działań innych uczestników Europejskiego Fundusz Obronnego. Prywatne firmy zbrojeniowe – z małymi wyjątkami – nie aplikują o udział w funduszu.

Długa jest szczegółowa lista zaniedbań rządu, Macierewicza, MON. Nie wyznaczono polskiego tzw. eksperta narodowego do unijnego gremium decydującym o rozdziale środków z EFO. Do tej pory nie wiadomo np. która z polskich instytucji rządowych jest odpowiedzialna za koordynację i wsparcie polskich firm w uzyskaniu dostępu do środków funduszu i pomoc w kojarzeniu z zagranicznymi partnerami..

– Nikt nie będzie dbał o projekty potrzebne WP i zgłaszane przez polskie firmy – alarmuje gen Duda – prawdopodobnie Polaków nie ma też wśród tzw. niezależnych ekspertów wojskowych Komisji Europejskiej, którzy będą oceniać zgłaszane propozycje i współdecydować o przyznaniu pieniędzy. Czy – pyta generał – powstały choćby zaczątki systemu szkolenia i pomocy dla małych i średnich firm sektora obronnego w uzyskiwaniu środków z funduszu obronnego. Zadanie nie wydaje się szczególnie skomplikowane: taki system funkcjonuje już w Polsce w sektorze cywilnym.

Miliardy euro z kasy EFO, w pierwszej kolejności, pójdą na projekty związane w wojskowym wykorzystaniem przestrzeni kosmicznej, cyberbezpieczeństwem i rozwojem zdolności bojowych na morzu. Jest to zbieżne w z tym, co – przynajmniej w deklaracjach MON – uznaje za najważniejsze potrzeby naszych Sił Zbrojnych. A mimo to Macierewicz nie był nimi zainteresowany.

Także bardziej szczegółowe plany wydatkowania środków EFO „pasują” do polskich planów modernizacji Sił Zbrojnych: systemy bezzałogowe, środki wywiadu, rozpoznania i obserwacji, dostępu do przestrzeni kosmicznej, stałej obserwacji ziemi i satelity komunikacyjne (planujemy wystrzelenie własnych). Były już, na szczęście, szef MON nie tak dawno, w typowym dla siebie buńczucznie propagandowym stylu zapowiadał powołanie polskiej cyberarmii oraz odbudowę zdolności bojowych marynarki wojennej.

MON i zbrojeniówka są pasywne „w grze” – podkreśla gen A. Duda – nie tylko o środki z Europejskiego Fundusz Obronnego. Angażujemy się np. tylko w 2 z 17 projektów w nowym programie współpracy obronnej 23 państw Europy – tzw. PESCO (Permanent Structured Cooperation). Polska zgłosiła akces tylko do projektu mobilności wojsk NATO na terenie Europy, kierowanego przez Holandię oraz programu budowy europejskiej radiostacji programowanej (SDRSoftware Defined Radio), kierowanego przez Francję.

Scheda po Macierewiczu jest wielce kłopotliwa dla nowego szefa MON. Kluczowe zadania modernizacyjne na rok 2017, w tym podpisanie umów na „Patrioty”, okręty podwodne nie zostały wykonane. Macierewicz i Kownacki przez dwa lata urzędowania z hałasem medialnym wydali 20 mld zł nie powiększając, w istotnym stopniu, potencjału bojowego Sił Zbrojnych. Prowadzili politykę „zaliczek” lub zakupy tego, co zbrojeniówka oferuje z półki. Całe szczęście, że realizowano programy zapoczątkowane w latach rządów PO/PSL – np. haubic Krab, mobilnych moździerzy „Rak”, czy tzw. niszczycieli min typu Kormoran. Zerwanie tych kontraktów byłoby jeszcze większym skandalem niż Caracale.

Minister Błaszczak miał niewyraźną minę w czasie przejmowania MON. Trudno się dziwić. Po swoim poprzedniku przejmuje resort gruntownie „zaminowany” sporami z prezydentem, Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, trudnymi problemami kadrowymi, z programem modernizacji wprowadzonym na solidne rafy.

Nie życzę źle nowemu szefowi MON, ale patrząc jak postępował w MSW nie sposób pozbyć się wrażenia, że mimo wszystko to nie ten rozmiar kapelusza jak na potrzeby MON i Sił Zbrojnych.