Facebook Kancelaria Prezydenta RP
Facebook Kancelaria Prezydenta RP

Sami swoi, czyli spór o kształt dowodzenia armią


Od przeszło ośmiu miesięcy minister Macierewicz i prezydent Duda prowadzą – w stylu Kargula i Pawlaka – „bitwę” o kształt systemu kierowania i dowodzenia Wojskiem Polskim, struktury o kluczowych znaczeniu dla funkcjonowania armii w czasie pokoju i wojny. Opinia publiczna  dawno straciła orientację o co chodzi. Najprościej mówiąc: idzie o to samo, o co w „Samych swoich”: o to, kto ważniejszy.

Minister Obrony publicznie siłuje się – co samo w sobie jest demoralizujące – z prezydentem, zwierzchnikiem Sił Zbrojnych o to, który z nich „swoimi” nominatami obsadzi więcej stanowisk na szczytach Sztabu Generalnego WP. Macierewicz stara się wykroić dla siebie prawo nominowania kandydatów na planowane przez siebie stanowiska zastępców szefa Sztabu Generalnego oraz inspektora Szkolenia i Dowodzenia. Duda nie zamierza oddać ani guzika.

Dwaj kompletni, wojskowi dyletanci coraz ostrzej skaczą sobie do oczu w sprawie o której mają blade pojęcie. Merytorycznych argumentów mają niewiele; za to polityczny „trup” ściele się gęsto. Ofiarą podjazdowych wojenek padł już gen Kraszewski z kancelarii prezydenta pozbawiony certyfikatu dostępu do informacji tajnych przez kontrwywiad wojskowy. Prezydent odgryza się wstrzymaniem awansów generalskich; nie akceptuje Strategicznego Przeglądu Obronnego, który w części poświęconej systemowi kierowania i dowodzenia został zrobiony „pod Macierewicza”.

Podchody i biurokratyczno-prestiżowe przepychanki „pierwszego obywatela RP” i ministra- samochwały byłyby śmiechu warte gdyby nie to, że dotyczą najwyższego ogniwa w łańcuchu dowodzenia wojskiem dużego europejskiego kraju, członka NATO. A to są już sprawy poważne. Tu, nie ma miejsca na żarty.

Duda i Macierewicz  zabawiają się w niebezpieczną grą. W zacietrzewieniu nie pamiętają nawet o swoich alarmach przed niebezpieczeństwem nadciągającym ze wschodu. Jeśli jest ono realne, to tym szybciej powinni zakończyć małostkową wojenkę. Szkoda każdego dnia zwłoki. Czy dlatego, że nie potrafią się dogadać Wojsko Polskie ma wyjść naprzeciw zagrożeniom z rozchwianym i osłabionym tymczasowością starym systemem dowodzenia; czy też nowe rozwiązanie organizacyjne ma być wdrażane pod presją, z przyspieszeniem „na wczoraj”. Nowa maszyneria kierowania i dowodzenia nie zadziała od razu; będzie potrzebny czas na jej zgranie się i dotarcie w codziennym działaniu.

Spór rozpalił się żywym ogniem wiosną tego roku. W tym czasie dobiegał końca Strategiczny Przegląd Obronny (SPO) w którym MON zawarł własną koncepcję systemu kierowania i dowodzenia WP. Prezydent odpowiedział na nią polemicznie 12 kwietnia br., przedstawiając szczegółowe rekomendacje w czasie odprawy kierowniczej kadry MON i Sił Zbrojnych RP. Wcześniej ludzie prezydenta z BBN zostali wykluczeni z wszelkich prac i ćwiczeń jakie podejmowali autorzy SPO, szykując własną wersję systemu kierowania i dowodzenia. Gdy była  gotowa konsekwentnie ignorowali uwagi, propozycje i korekty płynące z otoczenia prezydenta.

Co jest kością niezgody?

Rzecz jest zawiła i specjalistyczna. Różnice w propozycjach MON i prezydenta (BBN) można uprościć do potocznego powiedzenia: „każdy sobie rzepkę skrobie”. Najistotniejsze w obu planach jest „kto jest czyj”, czyli kogo mianuje prezydent, a kto dostanie stanowisko z namaszczenia  Macierewicza.

W projekcie BBN głowa państwa  rozdaje wszystkie buławy. Projekt ministerialny pomija prezydenta – jego miejsce zajmuje szef MON. Głowa państwa, wprawdzie, mianuje szefa Sztabu Generalnego, który dowodzi w czasie pokoju i wojny ale Macierewicz chce dodać mu dwóch zastępców o kompetencjach planistycznych: ds. planowania operacji obronnej i planowania wsparcia operacji oraz inspektora Szkolenia i Dowodzenia. On ma apetyt na ich powołanie. Zlikwidowane zostaje  Dowództwo Operacji Połączonych

W koncepcji BBN jest na odwrót: nie ma ministra ON;  partnerem prezydenta jest premier. Jest Dowództwo Operacji Połączonych jako organ dowodzenia operacyjnego, nie ma zastępców szefa Sztabu Generalnego oraz inspektora.

Wspólne dla obu koncepcji jest utrzymanie dowództw rodzajów Sił Zbrojnych; znika natomiast ich  dowództwo generalne.

Najlepszy system dowodzenia jest podobny do „kałacha” 

Nie ma idealnych rozwiązań; każde ma  plusy i minusy. Projekty prezydencki i „monowski” mają jedną, za to zasadniczą, wadę: na ich kształcie zaciążyła chora rywalizacja pomiędzy lokatorami pałacyku na ul. Klonowej – siedziby ministra obrony a dużym, prezydenckiego pałacu na Krakowskim Przedmieściu. I to wystarczy aby oba zdyskwalifikować. Jeśli obaj dostojnicy nie powściągną ambicji każde rozwiązanie będzie ułomne.

System kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi powinien być podobny do „kałacha: prosty, skuteczny, niezawodny. Z cała pewnością nie powinien być „szyty” pod tego czy innego  dostojnika. Oni powinni mieć, jak najmniej, do powiedzenia w sprawach czysto wojskowych, przygotowania i prowadzenia działań. Jeśli już muszą „wtykać swoje nosy” to powinny być one jak najkrótsze, a ingerencja ograniczać się wyłącznie do kwestii z obszaru strategii politycznej.

Głównym partnerem najwyższych dowódców powinien być premier, który – w przeciwieństwie do prezydenta i szefa MON – dysponuje wszelkimi zasobami kraju. W planie Macierewicza nie jest on w ogóle brany pod uwagę, w propozycji BBN pojawia się jedynie jego cień.

Pominięcie Prezesa Rady Ministrów łatwo zrozumieć pamiętając, iż obie koncepcje kierowania i dowodzenia WP powstały z czasie premierostwa Beaty Szydło. Macierewicz ją ignorował i jawnie lekceważył, wystawiał na kompromitacje jak podczas wizyty w Mielcu. Natomiast Duda powoli się „odpępawiał” od szefowej rządu, krok po kroku, osłabiając z nią relacje, „zapominając”, że odegrała  kluczową rolę w jego zwycięstwie wyborczym.

Premier Morawiecki ma do wyboru dwie drogi: zadbać o swoją znaczącą obecność w systemie kierowania i dowodzenia wojskami, odpowiednią dla pozycji urzędu, który sprawuje i realnej władzy jaką posiada w państwie, w jego najważniejszych instytucjach, w gospodarce i finansach.  Druga droga wiedzie przez ustalenia zasad współpracy z prezydentem. Przynajmniej na jakiś czas.

W obu wypadkach – Macierewicz musi odejść!

Ta dymisja dużo zmieni. Przerwie dreptanie w miejscu i publiczne zapasy szefa MON z zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, ośmieszające obu, także w oczach sojuszników, demoralizujące społecznie i wielce niezdrowe dla Wojska Polskiego.

Ale musi nie oznacza wcale, że odejdzie. Taki to już urok rządów PiS.