Trochę matematyki


Po dwóch wetach Andrzeja Dudy jak można było się spodziewać rozpoczął się atak na prezydenta. Głównym atakującym jest Zbigniew Ziobro, ale nie ulega wątpliwości, że działa pod patronatem Jarosława Kaczyńskiego, bo inaczej na tego rodzaju ataki nie mógłby sobie pozwolić. Cel ataku wydaje się oczywisty: uczynić prezydenta znów posłusznym i spolegliwym, oraz wytłumaczyć mu, ze samodzielne myślenie nie jest jego przywilejem.

Czy prezydent ulegnie tym „sugestiom”? Wątpię. I wtedy powstanie dla PiS problem zasadniczy: Duda czy Ziobro. Odpowiedź wydaje się prosta: mentalnie Zbigniew Ziobro jest zdecydowanie bliższy prezesowi, więc Duda powinien być skazany na niełaskę i ostatecznie niewystawiony w następnych wyborach. Tak by dyktowały emocje. Inny obraz pokazuje jednak matematyka.

W moim odczuciu na obecne mniej więcej czterdziestoprocentowe poparcie partii rządzącej składają się trzy elementy. Po pierwsze twardy elektorat liczący mniej więcej 20%. Po drugie osoby ceniące w rządzie fachowców w rodzaju Rafalskiej i Morawieckiego – około 10%, Po trzecie umiarkowani konserwatyści akceptujący bardziej ludzką twarz PiS-u, której symbolem jest Andrzej Duda – też około 10%. Ziobro startujący samodzielnie w wyborach może liczyć na 1 – 2% poparcia. Prezydent dodał do 20% głosów twardego elektoratu ponad 30% głosów od mniej radykalnych obywateli. Prezes i Ziobro te głosy lekceważą, ale bez nich w następnych wyborach może być z poparciem kiepsko.

Dysponując samym twardym elektoratem PiS przegrał osiem razy. Doszedł do władzy dopiero wtedy, kiedy przekonał do siebie wyborców umiarkowanie konserwatywnych – czyli tych, których wskutek działania Ziobry może teraz utracić. To nie wszystko. Gdyby Ziobro przestał być ministrem sprawiedliwości partia rządząca nic by specjalnie na tym nie straciła. Ale prezydenta prezes nie może odwołać, a dysponuje on prawem weta, wiec powiedzenie „z tym panem nie chcemy mieć już nic wspólnego” może się okazać niezbyt opłacalne.

I jeszcze jedna sprawa, na którą zwrócił uwagę Paweł Kowal. Komunikat episkopatu popierający weta prezydenta ukazał się w trzy godziny po jego decyzji. Episkopat nigdy tak szybko nie działa, czyli decyzja prezydenta była hierarchom kościoła znana wcześniej, komunikat był przygotowany też wcześniej, bo kościół chciał wesprzeć prezydenta jak najszybciej. Skoro tak, to może największy wpływ na decyzję Andrzeja Dudy miała nie Zofia Romaszewska, ale właśnie biskupi. To całkiem logiczne, bo już przedtem hierarchowie nawoływali do pokoju społecznego w Polsce. To by znaczyło, że atakując prezydenta PiS idzie, jeśli nie na konfrontację to na poważne ochłodzenie relacji z kościołem. To może mieć wpływ na wynik przyszłych wyborów. Tak, więc na dziś bliżej „ucha prezesa” jest Zbigniew Ziobro. Ale jeśli prezydent się nie przestraszy, może się okazać, że prezes nagle ogłuchł na to właśnie ucho.

PS
Po napisaniu pierwszej wersji felietonu dotarł do mnie sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” dotyczący decyzji prezydenta w sprawie zawetowania dwóch ustaw: 41 proc. Polaków ocenia ją „zdecydowanie dobrze”, a 37 proc. „bardzo dobrze” (razem 78%). Przeciwników decyzji prezydenta jest tylko 9 proc. Zdania w tej kwestii nie ma 13,5 proc. ankietowanych. Warto dodać, że decyzje prezydenta popiera 50% wyborców PiS, negatywnie ocenia je 20 proc. tego elektoratu, a 30 proc. nie ma w tej sprawie zdania… To jeszcze jeden matematyczny element całej sprawy.