Fot. Fotolia
Fot. Fotolia

Tydzień temu mógł być koniec świata


Może niekoniecznie byśmy zginęli jako ludzkość, ale sporo szkód by powstało. W poprzednią niedzielę (8 stycznia 2017) zauważono przelatującą obok Ziemi asteroidę. Gdyby trafiła w Ziemię, pewnie nie zniszczyłaby naszej planety, ale bardzo niepokojący jest fakt, że wykryto ją tak późno. Za późno na jakąkolwiek reakcję.

Asteroida miała od dwudziestu pięciu do trzydziestu pięciu metrów długości. Była mniej więcej takich samych rozmiarów co ta, która wybuchła nad Czelabińskiem w 2013 roku. Odłamki tamtej zniszczyły wiele budynków w sześciu miastach, co w efekcie zraniło ponad tysiąc osób. Asteroida wykryta ostatnio, 2017 AG13, znalazła się w połowie odległości Ziemi od księżyca, lecąc z prędkością szesnastu kilometrów na sekundę.

2017 AG13 została dostrzeżona dopiero w niedzielę, kiedy znalazła się dostatecznie blisko nas. Była o połowę za mała, żeby została wyłapana przez NEOCam, teleskop przeszukujący niebo dla potencjalnych obiektów zagrażających Ziemi.

Dokument opublikowany przez amerykański rząd mówiący o strategii rządu na zapobieganie zderzeń kosmicznych obiektów ujawnił, że wciąż istnieje duży problem z wczesnym wykrywaniem lecących asteroid. Różnice w rozmiarach, jasności i orbitach powodują trudności w ich zauważaniu i śledzeniu.

Przypuszcza się, że 2017 AG13 wybuchłaby w atmosferze z siłą siedmiuset kiloton. Dla porównania, ta nad Czelabińskiem wybuchła z siłą pięciuset kiloton. Za to bomba atomowa zrzucona na Nagasaki z siłą dwudziestu dwóch kiloton. Szacuje się, że w Nagasaki zginęło od czterdziestu do siedemdziesięciu tysięcy osób, ale bomba atomowa mimo mniejszej siły, jest bardziej śmiercionośna od asteroid, która wybucha kilkanaście kilometrów nad powierzchnią.

Nie oznacza to, że przez asteroidy nikomu krzywda się nie stanie i że któregoś dnia nie zostanie przeoczony jeszcze większy obiekt.

Według Planetary Society, organizacji zajmującej się badaniami astronomicznymi, tylko sześćdziesiąt procent obiektów znajdujących się blisko Ziemi, mających więcej niż półtora kilometra, zostało wykrytych. Z drugiej strony, dokument opublikowany przez amerykański rząd mówi, że prawdopodobieństwo uderzenia asteroidy w ciągu stu lat wynosi jedną setną procenta. Czy to znaczy, że nie mamy się czym martwić?