Winny pilnie potrzebny


Powstał w Polsce spór o to, kto zawalił sprawę po pogodowym kataklizmie na Pomorzu: rząd czy samorządy. Spór być może jest politycznym błędem, bo w sytuacji, z jaką mieliśmy do czynienia nikt nie działa idealnie, każdy popełnia błędy, o wielu sprawach decyduje przypadek.

Dociekanie, kto ponosi winę za to, że nie było idealnie wprowadza nas atmosferę nierzeczywistości i niepotrzebnie zaostrza spór, bo wobec kataklizmu łatwo znajduje się błędy i winnych. Zwłaszcza, że ten konflikt jest wpisany w wojnę między rządem a opozycją. Czy tak zwany przeciętny Polak jest w stanie się zorientować, o co naprawdę chodzi? Moim zdaniem nie. Dociera do niego tylko tępy łomot machin propagandowych obu stron. Zwolennicy rządu uznają oczywiście, że winien jest samorząd. Zwolennicy opozycji, że rząd. Jedni i drudzy od początku nie potrzebowali żadnych argumentów, bo od dawna działają jak pies Pawłowa – dostają sygnał i zaczynają ujadać.

Ciekawe natomiast, co myśli tzw. trzecia siła, czyli ci którzy usiłują się czegoś dowiedzieć i mieć własne zdanie. Nie jest ich wcale w Polsce tak mało jak się wydaje wobec polaryzacji sceny politycznej to oni wskażą zwycięzcę w kolejnych wyborach. Przekaz jest jednakowo silny z obu stron, faktów podaje się niewiele, więcej jest oddziaływania na emocje, wiec fakty nie będą o zwycięstwie jednej z narracji decydować. To moim zdaniem daje przewagę opozycji. Czyżby rząd aż tak zawalił? Nie w tym rzecz. Oczywiście pani premier była spóźniona, a wszyscy pijarowcy twierdzą, że w takiej sytuacji powinna być na miejscu natychmiast.

Osobiście uważam tę teorię za absurdalną. Gdy gdzieś zdarzy się tragedia wszyscy mają pełne ręce roboty, wizyta premiera w niczym im nie pomaga, wręcz przeciwnie trzeba się zajmować nie tylko ofiarami ale i politykiem, który nie ma tu nic do roboty tylko stoi i się gapi co wszystkich wkurza i tyle. No ale pijar i zdrowy rozsądek rzadko chodzą w parze, więc może i była to wizerunkowa wpadka szefowej rządu.

Jednak, jako mieszkaniec prowincji, sądzę, że zdecyduje, co innego. Z punktu widzenia prowincjuszy (a to ważna część elektoratu PiS) rząd jest gdzieś daleko i jest nam w gruncie rzeczy obcy. Natomiast wójt jest nasz. Wiemy gdzie mieszka, znamy jego rodzinę, dzieci wójta chodzą z naszymi do szkoły. Wiemy doskonale, jakie wójt ma zalety, jakie wady i z czasem je zaakceptowaliśmy. Więc gdy nagle po nieszczęściu, jakie nas spotkało przyjeżdża premier, albo minister i atakuje naszego wójta budzi to sprzeciw. Bo wójta widzieliśmy jak tu był, latał, próbował działać tak jak potrafi. A premiera czy ministra nie widzieliśmy, nawet w telewizji, bo przecież prąd padł i komu tam telewizja była w głowie.

Tak będą myśleli mieszkańcy terenów poszkodowanych. A reszta prowincjuszy? Moim zdaniem podobnie, ale póki nie ukaże się porządny sondaż nic nie wiadomo. W każdym razie ustalenie winnych nie rozwiąże problemów ludzi, którzy utracili domy i gospodarstwa. Powinien je rozwiązać rząd i samorząd. Wspólnie.