Wonderful World


Tak się niespodziewanie złożyło, że z przyczyn zawodowych musiałem się zainteresować disco polo. Jest to, jak wiadomo, gatunek muzyki popularnej głęboko znienawidzony i pogardzany przez elitę, a za to uwielbiany przez masy. Muzyka wyrażająca tęsknoty i aspiracje ludzi ze wsi i małych miasteczek. W zasadzie większości Polaków w młodych i w średnim wieku. Posłuchałem wielu piosenek, obejrzałem sporo teledysków. I nasunęły mi się pewne wnioski.

Typowy wykonawca disco polo to nie jest przystojniak. Twarz ma zwykle okrągłą, nieco nalaną, włosy nażelowane, ubrany jest też niezbyt gustownie. Żaden tam estradowy idol. Swojak, chłopak z sąsiedztwa, jeden z nas. Patrząc na niego każdy facet czuje, że i on może wejść na scenę i „wykonać przeboja”. A dziewczyna, że jej chłopak nie odstaje od tych na scenie, czyli jest okej.

W odróżnieniu od wykonawców, wszystko inne jest w disco polo porażająco piękne. Jeśli ktoś myśli, że teledyski z tą muzyką kręci się w Lipcach Reymontowskich, bardzo się myli. Powstają one na południu Europy, lub w północnej Afryce, gdzie niebo i morze jest do bólu błękitne, piasek plaż sypki i nieskazitelny, a wszędzie wokół rosną obowiązkowe palmy. Umieszczeni w tym krajobrazie wykonawcy przemieszczają się falach jachtami motorowymi, a po lądzie lśniącymi samochodami – najczęściej jest to wypasiony mercedes albo audi. W owych jachtach tudzież mercedesach towarzyszą wykonawcom piękne, a nade wszystko niezwykle zgrabne dziewczyny. Rozkładając ich urodę na disco polowe detale najczęściej jest eksponowane jest to, na czym piękność siada, następnie to, czym oddycha, a dopiero potem twarz i inne drobiazgi. Są też teledyski ambitne kręcone nie na anonimowych atolach, lecz w Barcelonie (koniecznie z Gaudim w tle), Rzymie, Neapolu i innych ważnych dla kultury europejskiej miejscach. Generalnie te wszystkie filmiki pokazują jedno: czym jest raj na ziemi w odczuciu młodych Polaków z prowincji. Nie śmieję się z nich wcale. Każdy ma prawo mieć swój raj. To ludzkie i normalne.

Ciekawe jest co innego. Wbrew nadziejom PiS nie ma w disco polo elementów patriotycznych. Słowa „Polska” w ogóle nie słyszałem; za to słowo „miłość” bez przerwy. Nie widziałem też nikogo w koszulce z żołnierzami wyklętymi. Disco polo jest całkowicie ahistoryczne. Zna tylko czas teraźniejszy. Z drugiej strony nie widziałem też teledysków z Berlinem czy Brukselą, ukochanymi miastami Platformy Obywatelskiej. Prowincja nie lubi politykować. Chce się bawić i marzyć. Zanim politycy przystąpią do kolejnej kampanii powinni pochylić się nad disco polo i spróbować przyjrzeć się, co suwerenowi w duszy gra. Ale czy polityk potrafi zrozumieć elektorat?