AneksWSI

(WSI)eci tajemnic Aneksu


Aneks do raportu WSI w wersji, którą otrzymałem, nie ujrzy światła dziennego dopóty, dopóki będę prezydentem – powiedział nieoficjalnie w grudniu 2007 r. Lech Kaczyński w trakcie wywiadu dla „Wprost” Marcinowi Dzierżanowskiemu. [Dlaczego Lech Kaczyński nie opublikował aneksu?, 21.08.2014]

Niczego nie widziałem, nic nie słyszałem, nic nie powiem.

W cytowanym wywiadzie prezydent Kaczyński mówił: Antoni Macierewicz ma jedną przypadłość: nie odróżnia swoich interpretacji od faktów, a tez publicystycznych od twardych dowodów. Jednak prezydent zastrzegł, że mówi to poza protokołem. I kolejny fragment rozmowy: Antoni Macierewicz czasami formułuje tezy zbyt daleko idące w stosunku do faktów, którymi dysponuje. Mówię mu to
w twarz, więc mogę powtórzyć publicznie.

Czy taka opinia urzędującego prezydenta o jednym z czołowych polityków PiS zaszokowała? Oczywiście, że tak. Jednak jak zawsze wszystko w Polsce potoczyło się innym torem i sprawa Aneksu do „Raportu Macierewicza” została odłożona ad acta do czasu, gdy w marcu 2015 roku Monika Olejnik zapytała w programie „Gość Radia Zet” prezydenta Komorowskiego, czy czytał Aneks do raportu z likwidacji WSI. Prezydent Komorowski odparł, że: Aneks nie dotyczył tylko jego, jest tajnym dokumentem, więc nie będziemy o tym rozmawiali.

W tym samym czasie, prezes PiS Jarosław Kaczyński, na antenie TV Trwam, w kontekście SKOK-u Wołomin, którym cyt: rządzili ludzie Wojskowych Służb Informacyjnych i, jak zaznaczał, WSI były ściśle związane z GRU, stwierdził: Ja aneksu o WSI nie zdołałem przeczytać – miałem tyle zajęć, że nie dałem rady, ale nie ulega wątpliwości, że tam musiały być rzeczy, których bardzo obawia się pan Komorowski. W październiku 2017 okazuje się, że Jarosław Kaczyński zapoznał się z treścią Aneksu, gdyż po spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą powiedział: Ja należę do nielicznych ludzi, którzy czytali aneks. Naprawdę lepiej będzie, jeśli nie zostanie opublikowany. Równie tajemniczo odpowiedział rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński po spotkaniu prezesa PiS z prezydentem, stwierdził, że: Prezydent i prezes stoją na stanowisku, że nie ma potrzeby ujawniania tego aneksu.
W tej chwili nie ma takiej konieczności.
[portal tvp.info, TVP Info, Gazeta Polska]

Raport Macierewicza rozpalał umysły wszystkich zanim 12 lutego 2007 r. Antoni Macierewicz przekazał tekst raportu ówczesnemu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Raport został opublikowany w Monitorze Polskim 16 lutego 2007 roku po konsultacjach Prezydenta z Premierem oraz Marszałkami Sejmu i Senatu.

Co o tych dokumentach wiemy?

Bez wątpienia jest to dzieło Antoniego Macierewicza, który w czasie rządów PiS pełnił funkcję szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz przewodniczącego komisji weryfikującej WSI.

Raport (w przeciwieństwie do Aneksu) opublikowany został w lutym 2007 r., zaś jego ogłoszenie
w Monitorze Polskim zakończyło się skandalem – gdyż, Macierewicz ujawnił w nim z pełną premedytacją m.in. aktywnych polskich agentów działających za granicą oraz szczegóły przeprowadzanych przez nich tajnych operacji. To niebezpieczny dla kraju precedens, by szef służby specjalnej ujawniał agentów wywiadu działających na rzecz Rzeczypospolitej Polskiej. Warto przypomnieć, że w czerwcu 2008 r. publikacja raportu została skrytykowana przez Trybunał Konstytucyjny. Sędziowie uznali, że osoby wymienione w dokumencie Macierewicza nie miały możliwości złożenia wyjaśnień ani odwołania się od dotyczących ich osądów komisji weryfikacyjnej. Działania oraz sam tryb prac przypominał, zatem nie komisję weryfikacyjną a trybunał inkwizycyjny.

Oficjalnie do dziś nie wiadomo, co zawiera przygotowany przez Macierewicza siedem lat temu Aneks. Teoretycznie miało to być tylko uzupełnienie Raportu. Tyle, że słowo „uzupełnienie” nie jest tu najtrafniejsze. Aneks jest ponad dwa razy obszerniejszy od samego raportu, ma też zawierać bardziej, jak określają jego czytelnicy, porażające materiały. Z nieoficjalnych przecieków wynika, że oprócz Bronisława Komorowskiego (sam przyznał, że część dotyczy jego samego) obciąża on czołowych biznesmenów, których PiS kreował na oligarchów – m.in. Ryszarda Krauzego i nieżyjącego Jana Kulczyka.

Historii ciąg dalszy, PiS zastanawiał się, co zrobić z Aneksem?

Jesienią 2007 r. PiS przegrał wybory. Władzę w kraju obejmowała Platforma Obywatelska, jednak jeszcze, przez co najmniej trzy lata prezydentem miał być Lech Kaczyński. Wtedy to w kręgach PiS powstało pytanie, co zrobić z Aneksem? Zgodnie z procedurami dokument wprawdzie odtajniał prezydent, ale upubliczniał go premier. Jak wiadomo Aneks trafił na biurko Lecha Kaczyńskiego w listopadzie 2007 r., czyli na kilkanaście dni przed tym, jak fotel premiera objął Donald Tusk. Wiadomo było, że lider PO raczej nie zechce opublikować kontrowersyjnego Aneksu. W tej sytuacji „porażona” opinia publiczna spodziewała się, że w ostatnich dniach urzędowania zrobi to odchodzący szef rządu Jarosław Kaczyński. Jednak tego nie zrobił, dlatego, że jego brat, prezydent Lech Kaczyński, nie odtajnił Aneksu.

Czego lub kogo dotyczy aneks WSI, że nikt nie chce o tym rozmawiać?

Patrząc na zawartość Raportu trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Sam Raport generalnie raczej jest nieudolną próbą literackiej narracji, a nie formy sprawozdania zwanej raportem. Nie trzeba raczej nikogo przekonywać, że publikacja Raportu przyniosła więcej szkody niż pożytku. Pisząc szkody nie mam tu wcale na myśli procesów cywilnych, jakie pomówieni wytoczyli MON’owi, to tylko pieniądze, które w skali państwa stanowią nieznaczące kwoty. Można śmiało stwierdzić, że Antoni Macierewicz dokonał rzeczy niebywałej w świecie, a w świecie służb specjalnych to przypadek bez precedensu. Otóż do dnia publikacji raportu kontrwywiady wielu krajów, nawet, jeśli czegoś się domyślały, to prawdopodobnie nie miały na to dowodów. Dzień publikacji pozwolił tym służbom na zamknięcie wielu spraw. Pewne jest, że nie dowiemy się, która służba, jaką sprawę zamknęła, wiele służb na świecie w swej nazwie posiada opis „Secret Intelligence”, co nie jest przypadkowe. Patrząc od dłuższego czasu na działania naszych służb oraz polityków, którzy odpowiadają za stan tychże służb, dochodzimy do wniosku, że nie mają one już wiele wspólnego ani z „Secret”, ani tym bardziej „Intelligence”.

Trzy hipotezy do Aneksu

Sam Aneks, zatem, to taki mityczny „święty Graal” dla wszelkiej maści specjalistów od tzw. gumowych dzwonków, czyli „znających” się na wszystkim i wszędzie wietrzących spiski wszelkiej maści sensatów. Warto, więc postawić następujące pytania:

Co zawiera to rozpalające prawicowe umysły, wiekopomne dzieło Antoniego Macierewicza?
Co może tak porażać, że trzech kolejnych prezydentów nie odważyło się go odtajnić?

O ile z Bronisławem Komorowskim sprawa jest prosta, bo sam przyznał, że jest bohaterem tej „powieści” o tyle decyzja prezydentów Lecha Kaczyńskiego oraz Andrzeja Dudy jest już niezrozumiała, szczególnie dla prawicowego elektoratu, rzecz jasna.

Odpowiedź na postawione powyżej pytania stanowią trzy hipotezy:

Pierwsza: Aneks zawiera dane o osobach z czołówki ruchu Solidarność, co byłoby dla PO i PiS kłopotliwe, gdyż obie partie się z niej wywodzą.

Druga: W Aneksie znajdują się nazwiska wielu prominentnych, aktywnych dziś polityków obu partii
i biznesmenów.

Trzecia hipoteza, mówi, że Aneks jest zapewne zabójczy dla dużej części hierarchów kościoła katolickiego w Polsce. Kto dokładnie jest tam opisany, że blokuje odwagę wypowiedzi każdego, kto Aneks czytał? Odpowiedź na to pytanie pozostawię czytelnikom.

Karol Drylewski