Życie po Kijowskim


W Komitecie Obrony Demokracji skończyła się epoka Mateusza Kijowskiego. Zastąpił go człowiek starszy od niego, na pierwszy rzut oka o wiele poważniejszy, z ładnym życiorysem, były opozycjonista. Powinna to być zmiana prowadząca do odbudowania wiarygodności KOD. Czy tak będzie – nie wiadomo. Problem w tym, że KOD nie uczestniczy w sondażach, więc nie sposób ocenić jego realnego poparcia w społeczeństwie.

 

Znaczenie KOD-u zależało od jednego tylko czynnika: ile osób zdoła wyprowadzić na ulicę. W pierwszym okresie wyniki były imponujące, ale nie towarzyszyło im to co powinno być częścią poważnego ruchu społecznego. Nie odniosły sukcesu KOD-owskie media, kierowane przecież przez bardzo doświadczoną, byłą dyrektor radiowej Trójki, Magdę Jethon. Nie przebiły się teksty i wypowiedzi z bogatego zaplecza intelektualnego tego ruchu. Nie pojawiły się też, poza Mateuszem Kijowskim, nowe interesujące osobowości. Jeśli spojrzymy, ile nowych postaci zdołały pokazać Polakom w tym czasie Nowoczesna i Kukiz 15, KOD wydaje się osobowościową pustynią.

 

Po odejściu Kijowskiego (częściowym, bo nadal kieruje strukturą na Mazowszu) jest to ruch w zasadzie anonimowy, kojarzą mi się z nim i to słabo raptem trzy osoby i nie sadzę by społeczeństwo było w stanie rozpoznać więcej. Z drugiej strony KOD liczy dziewięć tysięcy członków, więc jak na warunki polskie jest dużą organizacją, w dodatku ogólnopolską. Z taka parotysięczną grupą można zdziałać naprawdę bardzo dużo, jeśli się wszyscy przyłożą. Tylko – co zdziałać? Oczywiście walczyć o demokrację, tylko, że u nas wszyscy o to walczą z wyjątkiem PiS-u, który zajmuje się rządzeniem. Seweryn Blumsztajn znalazł dla KOD rolę: mają wspierać różne partie (rozumiem, że głównie PO) w wyborach. Byłem kiedyś szeregowym członkiem pewnej partii i wiem na czym to polega. Łazi się po mieście i wiesza się plakaty. Potem nadchodzą ci drudzy zdzierają nasze plakaty i wieszają swoje. Potem idziemy my, zdzieramy ich plakaty i wieszamy nasze. Potem ktoś, nie wiadomo dlaczego, zdziera i nasze plakaty i ich plakaty. W sumie nudna i absurdalna robota, moim zdaniem grubo poniżej ambicji KOD-u. Czyli pozostają demonstracje. Działanie głośne, efektowne, skupiające uwagę mediów, ale równocześnie – loteria. Przyjdą albo nie przyjdą. Bo KOD musi, a ludzie jak to ludzie – niekoniecznie.