politycy

Góra rodzi mysz


Polityce krzyczą jak krzyczeli, ale publicyści związani z opozycją zaczęli się poważnie martwić. Dobrze to świadczy o ich przenikliwości, bo istotnie sytuacja opozycji jest poważna – wszystko wskazuje na to, że dwuletnia totalna wojna z PiS-em zakończyła się klęską. Poparcie społeczne dla partii rządzącej nie zmalało, a nawet trochę wzrosło (w wypadku prezydenta wzrosło zdecydowanie), zaś poparcie dla opozycji spadło.

Katastrofą zakończyła się krótka historia Komitetu Obrony Demokracji, a Obywatele RP okazali się grupą w gruncie rzeczy marginalną. Nie wyrósł na litera opozycji Frasyniuk, nie uratował jej Wałęsa, a wynalazki w rodzaju pułkownika Mazguły okazały się bardziej kompromitujące niż znaczące. Skąd taka klęska? Przecież opozycja dysponowała wparciem dwóch potężnych koncernów medialnych TVN-u i Polsatu, Gazety Wyborczej, Polityki, Newsweeka, dużych portali internetowych, żeby wymienić tylko tych najważniejszych.

Moim zdaniem o porażce zdecydowała fatalna taktyka. Opozycji bardzo zależało, żeby obalić PiS jak najszybciej, więc postanowiła negować wszystko co PiS czyni. Gdy wprowadzano 500+ opozycja głośno krzyczała, że nic z tego nie będzie, budżet się zawali i nastąpi katastrofa gospodarcza. Gdy premier Szydło tłumaczyła, że sfinansowanie 500+ będzie możliwe dzieci lepszej ściągalności podatków, opozycja pokładał ze śmiechu tłumacząc, że wielu chciało lepiej ściągać podatki i jeszcze nikomu to się nie udało. Oprócz tego opozycja usiłował zohydzić biorących 500+ przedstawiając ich jako alkoholików, darmozjadów i skończoną patologię.

Wywody opozycji miały tę wadę, że można je było szybko sprawdzić. I co się okazało? Żadna katastrofa gospodarcza nie nastąpiła, a sukcesy rządu w ściąganiu podatków były po prostu oszałamiające. W dodatku wyszło na jaw, że rodziny z dwójką i więcej dzieci wcale nie są patologiczne, ani wiecznie pijane. To normalni ludzie, którzy wydawali te pieniądze bardzo rozsądnie i z korzyścią dla krajowej gospodarki. Krótko mówiąc wszyscy oprócz ludzi głęboko nienawidzących PiS-u naocznie zobaczyli, że gadanie opozycji jest niewarte funta kłaków. Drugim kierunkiem ataku PO i Nowoczesnej były media publiczne, a zwłaszcza zdominowane przez prawicowych publicystów programy informacyjne. Zarzucono im prymitywną propagandę sukcesu w stylu gierkowskim, co samo w sobie miało być obelgą. Opozycja zapomniała jednak o tym, że „propaganda gierkowska” była w swoim czasie bardzo skuteczna i byłaby taka do końca gdyby optymistyczna wizja nie zderzyła się z kiepsko wyglądającą ekonomiczna rzeczywistością. U nas na razie żadnych większych problemów ekonomicznych nie ma, więc ta propaganda będzie działać, bo opiera się na ważnym spostrzeżeniu: ludzie wola słuchać dobrych wiadomości niż złych.

Poważne argumenty miała opozycja w kwestii Trybunału Konstytucyjnego i reformy sądownictwa. Rzecz w tym jednak, że nie są to zagadnienia ekscytujące większość społeczeństwa. Prawniczy język jest zawikłany nie bardzo wiadomo, o co chodzi, a 500+ jest proste i dla wszystkich zrozumiałe. Tak myśli tzw. zwykły Polak i trudno mu się dziwić.

W tej sytuacji opozycji została ostatnia armata: „co sobie Niemiec o nas pomyśli”. Zawstydzanie Polaków Niemcem obecne opozycja stosowała przez wiele lat i było to dosyć skuteczne. Teraz jednak coś się zmieniło. Okazało się, że ile razy ów przysłowiowy „Niemiec” wyda z siebie pełen oburzenia pomruk przeciwko polskiemu rządowi, tyle razy PiS-owi rosną sondaże. Za Odrą też to zauważyli. Istnieje poważna obawa, że pewnego dnia Polacy dojdą do wniosku, że mają w nosie, co sobie o nich myśli Niemiec i wtedy opozycji nie zostanie w rękach już nic. Jak wyjść z tego pata? Miałbym pewien pomysł, ale go nie zdradzę. Jest tyle liberalno – lewicowych autorytetów, profesorów, publicystów, aktorów. Na pewno coś wymyślą. No bo ile razy góra może rodzic mysz? Bez końca? Nie bądźmy kochani aż takimi pesymistami.