kasawywiadu

Znikająca kasa wywiadu: Czy w tle był szantaż?


Jeśli w służbach specjalnych nie istniałby szantaż, materiały nacisku, okoliczności kompromitujące niewątpliwie trzeba byłoby je wymyślić. Taka to już przypadłość służb, że aby działać muszą wiedzieć. To pozwala osiągnąć stan zadowolenia decydentów, więc oficerowie wywiadu czasem muszą kogoś docisnąć….

Tymczasem Agencją Wywiadu wstrząsa – jak donosi Gazeta Finansowa – kolejny skandal o podłożu nomen omen  finansowym. Za czasów rządów ekipy PO-PSL zdematerializowaniu miały ulec poważne kwoty pieniężne. Polski podatnik przyzwyczajony jest, że budżet to wiecznie głodny Moloch i bez zadawania pytań wrzuca w paszczę Fiskusa kolejne daniny. Za to podatnik zachodni lubi wiedzieć na co idą jego pieniądze. W przypadku AW na co poszły nie wiadomo, bo nie doszły.  Zginęły po drodze….

Więcej znajdziesz tutaj – Znikająca kasa wywiadu

Ano właśnie! Mamy skandal, bo pieniądze miały być niemieckie, a przewoźnik kasy polski i co gorsza w stopniu oficera AW.  Ale co się stało z bundes-kasą  zostawmy prokuraturze, komisjom etc.

Problem jest. O tym, że w AW dzieje się źle jest wiadomym nie od wczoraj. Że  to poletko ostatnio zarządzane było przez ludzi, którzy jakoś ręki nie mieli do tej roboty, też wiedziano. Co jakiś czas kolejny sfrustrowany oficer dawał upust rozżaleniu, że długo przygotowywana operacja, nagle zawaliła się. Przypadkiem zapewne. Wszyscy wiedzą, że akurat w tej branży, nawet przypadek bywa solidnie zaplanowany.

Więc może warto zadać parę pytań. Zacząłem od szantażu?

I o nim będzie. Żeby nie było – nie obchodzi mnie, co dorośli ludzie robią w sypialni. Moje stanowisko w tej materii nie wynika z żadnej poprawności politycznej, a li i jedynie ze zdrowego rozsądku.

Ale bodaj jako pierwszy w przestrzeni publicznej, chcę postawić pytania:

Czy ktokolwiek z polityków odpowiedzialnych za polskie służby specjalne, ze szczególnym uwzględnieniem AW (ale nie tylko, bo problem jest szerszy), ma świadomość, że właśnie na gruncie obyczajowym można skutecznie “docisnąć” tego, czy innego pana oficera? Czy przed nominacją na stanowisko kierownicze były znane preferencje seksualne “tego pana i jego kolegów”?

Czy kiedykolwiek przeprowadzono czynności sprawdzające, czy skłonności – nazwijmy po imieniu – homoseksualne, nie są wykorzystywane przez służby przeciwnika jako szantaż?

Myślę, że bardziej dosadnie się nie da. Celowo pomijam nazwiska. Nie tylko, że nie mam ochoty spotykać się z “tymi panami” w sądzie, ale gdziekolwiek.

 

Paweł Nawrot