kaczynskafreud

Marta Kaczyńska w objęciach dr. Freuda


„Najbezpieczniej jest po prostu mieć jednego, stałego partnera, o małżonku nie wspominając” – napisała Marta Kaczyńska na swoim blogu, biorąc pod ostry nóż krytyki szeroko zakrojoną i coraz popularniejszą kampanię społeczną  Ani Rubik (#sexed.pl), poświęconą edukacji seksualnej, która na PiS działa tak jak czerwona płachta na byka.

„Trójkącik” – jeśli dobrze czytam wskazówkę świeżo upieczonej moralistki z rodziny państwa K. – jest więc, najbardziej pożądaną figurą w sprawach damsko-męskich. I najbezpieczniejszą. Tym samym, dość nieoczekiwanie, pani Marta dołączyła do zwolenników bezpiecznego seksu, acz proponowana przez nią metoda jest, co najmniej, rewolucyjna, choć mieści się w szerokiej formule „dobrej zmiany” (partnerów).

Marta Kaczyńska wie o czym pisze. Szybko wyszła za mąż, 22 – letnia, poślubiła Piotra Smuniewskiego i po roku powiła córkę. Przykładnie, jak w porządnym stadle. Zostało to zdyskontowane politycznie przez rodzinę państwa K. na plakacie wyborczym PiS z 2005 roku.

Po pięciu latach nierozerwalny, sakramentalny związek małżeński trafił szlag. W pikantnych, zgoła, okolicznościach. Oto, bowiem obecna moralistka, sama doprowadziła do tego – wystąpiła o zaprzeczenie  ojcostwa – że jej były mąż okazał się nie być ojcem ich córeczki. Przyszła ona na świat  za sprawą Marcina Dubienieckiego, który wkrótce z jej mamą stanął na ślubnym kobiercu.

Z faktu, że to pani Marta zainicjowała odpowiednią procedurę prawną i badania DNA można wysnuć wiarygodny wniosek, że jej romans z panem Marcinem musiał zacząć się i zaowocować poczęciem w czasie trwania związku małżeńskiego z P. Smuniewskim. Tym samym można też, z duża dozą prawdopodobieństwa, przypuszczać, że zacytowane na wstępie słowa Marty Kaczyńskiej nie są tylko pustą gadaniną, a wynikają z jej osobistego doświadczenia. I jako takie należy też traktować zdania, którymi zakończyła ona wpis na swoim blogu:

„Oddając się sobie nawzajem wyłącznie z hedonistycznych pobudek, poddajemy się animizacji i uwsteczniamy. Promując wśród młodych ludzi utrzymywanie kontaktów opartych wyłącznie na więzach fizycznych, utrudniamy kształtowanie zdolności do nawiązywania trwałych związków”

Zainteresowanych poglądami przedstawicielki młodego pokolenia pasji moralizatorskich rodziny K. uprzejmie informujemy, że pani Marta jest przeciw masturbacji, bo uzależnia (skąd to wie?), zaleca też, nie spieszyć się z inicjacją seksualną oraz uważa, że młodzi przed pójściem pierwszy raz do łóżka powinni uwzględnić takie czynniki jak „dojrzałość emocjonalna, zasady moralne i normy kulturowe”.

Na koniec warto przypomnieć, że niejaki dr. Freud stworzył koncepcję tzw. czynności pomyłkowej , która w uproszczeniu, polega na tym, że w sposób niekontrolowany (nieświadomie) wyraża się, także pisze to, co człowiekowi kołacze się po głowie, jest jego ukrytym pragnieniem.

Nieśmiertelny Tadeusz Boy-Żeleński pisał natomiast w czasach II Rzeczpospolitej o tzw. dziewicach konsystorskich. Za sowitym „co łaska” i przy dobrych układach z klerem można było uzyskać kościelne poświadczenie iż dama – niezależnie od liczby dzieci, związków małżeńskich i pozamałżeńskich – jest w stanie niepokalanej czystości.

Czekamy więc, na kolejne blogowe, a może nie tylko rewelacje ze strony Marty Kaczyńskiej.